Ads 468x60px

piątek, 14 października 2011

Kocham Stand-Up #1: Stephen Lynch - Live at El Rey

Jak zobaczycie panią Grażynę Torbicką, to przeproście ją za podebranie tytułu.

Muszę wam wyznać, że Stand-Up to nie jedyne moje zainteresowanie, które uznałem za tak bliskie mojemu sercu by zacząć o nim pisać. Od ładnych paru lat prowadzę bloga o rapie, a link do niego możecie znaleźć w zakładce "warto zajrzeć" po prawej. Co to w ogóle ma do rzeczy? Otóż kilka temu poznałem wypadkową obu moich pasji - Stephena Lyncha.


Kto to jest? A taki słodko wyglądający młodzian, który wygląda jakby właśnie się zerwał z jakiegoś boysbandu. Głos zresztą także pasuje do tego opisu. Jednak to, co go wybija ponad przeciętność to sposób w jaki wykorzystuje swój niepozorny, słodki głosik i wygląd. Jak to wygląda w praktyce? Ano Stephen wbija sobie na scenę, panny piszczą, on się niewinnie uśmiecha pod nosem przypudrowanym białym proszkiem, łapie za gitarę (najczęściej jedyna rzecz jaka mu towarzyszy podczas występów) i zaczyna śpiewać. Ale nie o miłości (chociaż też się zdarza, to w bardzo pokracznym znaczeniu tego słowa) tylko na przykład o aborcji czy też paraolimpiadzie. I to w taki sposób, że słuchając tego nawet Eminem (znany z zamiłowania do przyprawiania swoich tekstów sutą ilością czarnego humoru) zakrztusiłby się płatkami myśląc: "cholera, ja mogłem coś takiego nawinąć". Panie i Panowie, Stephen Lynch to po prostu bestia. Nie każdemu się spodoba jego chore poczucie humoru i specyficzny styl, jestem tego świadomy, ale mi jego muzyka zabrała naprawdę wiele godzin z życiorysu. Poza tym mówienie, że się go słucha tylko ze względu na poczucie humoru, to krzywdzące stwierdzenie dla tego - jakby nie patrzeć - utalentowanego muzyka. Wystarczy powiedzieć, że zagrał między innymi główną rolę w musicalu "The wedding singer".




Pan Lynch popełnił kilka płyt, zarówno na żywo jak i studyjnych, ale dziś zajmijmy się jego występem Live w El Rey, które niby nie ukazało się w Polsce na DVD, ale na szczęście dzięki boskiej mocy internetu możecie go zobaczyć i wy. I tutaj jest cały myk. Cały występ, wszelkimi swoimi staraniami i nikłymi umiejętnościami, na język polski przełożyłem ja. Starałem się uchwycić specyficzny klimat tekstów Stephena, ale sami wiecie jak to wychodzi. Wszystko jest w stu procentach amatorskie (i tym samym nie najwyższych lotów). Po prostu od fana dla fanów.

Film przetłumaczyłem ponad rok temu (przez co za jakiś czas na pewno zrobię parę poprawek) i podzieliłem go na 6 części. Jeżeli wam się spodoba i będziecie chcieli więcej wystarczy wpaść na mój kanał Youtube gdzie macie parę bonusów, a w przyszłości pojawi się tam coś więcej. Wszelkie komentarze zarówno odnośnie filmu jak i tłumaczenia mile widziane.

Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam wszystkim smacznego. Bigap.

EDIT 2013: Linki padły, pan youtube się obraził na brak praw autorskich. Cóż, tłumaczenie wciąż mam, może kiedyś je jeszcze udostępnię.

Część 1:


Część 2:


Część 3:


Część 4:


Część 5:


Część 6:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates