Ads 468x60px

wtorek, 11 października 2011

Recenzja: American: The Bill Hicks Story


"Bill Hicks. Amerykanin" to film dokumentalny o jednej z najważniejszych postaci światowego Stand-Upu, Billu Hicksie. Sam szczerze przyznam, że pomimo ogromnego szacunku do dorobku tego komika sam nigdy nie byłem jego zbyt wielkim fanem. I mimo że ten film tego diametralnie nie zmienił, to skłamałbym mówiąc, że mój sposób postrzegania rutyn Billa pozostał taki jak wcześniej. W jakiś dziwny sposób zacząłem rozumieć tę osobowość. Wcześniej, pomiędzy jego występami a mną, zawsze była jakaś niewidzialna bariera, coś co nie pozwalało mi swobodnie zanurzyć się w świecie wymalowanym przez Billa, krótko mówiąc: czułem się tam obco. Teraz jest inaczej.


Sam film od strony audio-wizualnej prezentuje się fantastycznie. Pojawiają się znakomite animowane (tak, tak!) wstawki mieszające na przykład prywatne zdjęcia Hicksa z przeróżnymi miejscami, przez co te fragmenty wyglądają na pseudo-fabularyzowane, co w praktyce sprawdza się fenomenalnie. Myślę, że to właśnie dzięki temu, że wszystko jest tak bardzo "intymne" pozwala nam tak zrozumieć tę intrygującą postać jaką jest Bill. Nawet osoby udzielające wywiadów w tej produkcji to w większości rodzina i najbliżsi przyjaciele komika, co nie jest wcale takie oczywiste, zwróciwszy uwagę, że w większości biografii gwiazd wypowiadają się także dziennikarze, paparazzi, koledzy po fachu, psychologowie - jednym słowem osoby przypadkowe, które nie mają prawdziwej więzi z bohaterem filmu. Tutaj nie ma mowy o tak banalnym podejściu do tematu.

Film pokazuje karierę Hicksa od samego początku, kiedy już jako dzieciak (około 13 lat) chciał zostać komikiem. Wtedy właśnie też pisał sobie żarty na skrawkach kartek, które pokazywał swojemu przyjacielowi, z którym pragnął rozpocząć poważniejszą karierę. Poznajemy też historię Billa od tej ciemniejszej strony: przygody z narkotykami i alkoholem, lata zmagań z nałogiem, a także wiele wzlotów i upadków, zarówno życiowych jak i artystycznych. Poznajemy Billa jako bachora biegającego w slipach na brzegu jeziora, jednak również jest dane nam zobaczyć jak staje się dorosłym mężczyzną, komikiem z konkretnym celem i przesłaniem, które chce przekazać publiczności. Od głodnego sukcesu amatora, po doświadczonego artystę, którego zapału do pracy nie mogła ostudzić nawet śmiertelna choroba.




Polecam ten film zarówno fanom Billa Hicksa jak i osobom, które nie mogły się do niego przekonać. Bo być może tak jak ja pozytywnie się zaskoczą i odnajdą w nim coś, czego do tej pory nie zdołali zobaczyć w jego występach. Ponadto, to zwyczajnie pasjonujący film, którym cieszyć się powinny także osoby nie mające ze stand-upem nic wspólnego.

Niestety jest jedna rzecz, która może sprawić, że niektórym z was zrzedną miny. Jeżeli dobrze nie znacie angielskiego - mam dla was złą wiadomość. W Polsce film nie był dystrybuowany, a polskich napisów w sieci (przynajmniej w chwili kiedy piszę te słowa) nie uświadczycie. Jednak jeżeli znacie język inszy, to czeka na was naprawdę porządny kawał dobrego kina. Zabawny, wzruszający, dający do myślenia. Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates