Ads 468x60px

poniedziałek, 17 października 2011

Recenzja: Amy Schumer - Cutting

Zdaję sobie sprawę, że recenzowanie takiego albumu jest troszkę jakby samobójstwem. Z kilku różnych powodów. Po pierwsze, stand-up w Polsce zupełnie nie jest popularny. Po drugie, poniższy album  jest w całości po angielsku, a z racji, że jest to CD Audio to tym bardziej grono polskich odbiorców maleje ze względu na barierę językową. Po trzecie, nawet jeżeli chcecie kupić ten album, bo jesteście nim zainteresowani, to nie znajdziecie go u nas na sklepowych półkach, macie do wyboru właściwie tylko iTunesa. Lub torrenty. A po czwarte, to Amy Schumer nie jest za bardzo znana nawet w USA. Tak więc czym mnie zauroczyła ta drobna blondynka (czyt. co mi strzeliło do łba), że postanowiłem zrecenzować jej występ na nowo powstałym blogu, gdzie oczywistym by było zaczynanie od najbardziej znanych (i oklepanych) występów George'a Carlina, Chrisa Rocka czy też Billa Hicksa?

Szczerze mówiąc, odpowiedź nie jest łatwa. Gdybyście zapytali mnie jeszcze miesiąc temu, kim jest Amy Schumer, to bym wam nie odpowiedział. Niby wyczytałem gdzieś, że brała udział w programie "Last Comic Standing" gdzie zaszła dość daleko, ale to nie stamtąd ją kojarzę. Może to moja ignorancja, a może to mój bardzo mały zakres wiedzy na temat amerykańskiej sceny, ale fakt jest faktem - poznałem ją dzięki głośnemu Roastowi Charlie'ego Sheena. I od razu mi się spodobała. Wystarczy powiedzieć, że spośród całej plejady znakomitych roasterów to właśnie jej żarty były najmocniejsze. Zastanawiałem się nawet przez chwilę czy aby nie za mocne, a wierzcie mi - nie należę do tych, których łatwo zszokować.

Czego się spodziewałem sięgając po "Cutting"? Na pewno braku tabu. Walenia prosto z mostu, wyśmiewania wszystkiego i wszystkich oraz dużego dystansu do własnej osoby. I na pewno to wszystko dostałem, ale jak się okazuje, czegoś mi tutaj zabrakło.

Żeby nie było nieporozumień - materiał jest świetny i bardzo zabawny. Publika reagowała na wszystkie teksty bardzo żywiołowo i miała naprawdę niewiele momentów by złapać spokojnie oddech. W czym więc problem? Niestety według mnie ten śmiech - choć rozkoszny - jest odrobinę pusty. I nie chodzi mi o to, że brak tu jakiegoś przesłania i kazań, za co wszyscy pokochali takiego Carlina, bo nawet tego nie oczekiwałem. Czasami człowiek chce się po prostu pośmiać, a nie odkrywać na nowo pewne prawdy kierujące naszym życiem. Mam na myśli bardziej to, że praktycznie wszystko o czym mówi Amy już gdzieś było. Tak więc mamy tutaj pod pewnym względem pójście na łatwiznę (jeżeli można tak powiedzieć o komiku-kobiecie uprawiającej czarny humor), bo wszystkie tematy to raczej pewniaki. Parę rasistowskich żartów, odrobina przemyśleń na temat relacji damsko-męskich, co nieco o seksie oraz parę okrutnych okrutnych dowcipów z AIDS, brzydotą i biedą w roli głównej... Niby to wszystko składa się na sukces bezkompromisowego, szokującego albumu jednak nie zauważyłem w tym wszystkim samej Amy Schumer. Prawda jest taka, że te dowcipy w ten sam sposób mógłby opowiadać absolutnie każdy komik i nikt by nie zauważył różnicy, jest zbyt uniwersalnie.  Ja sam wolę gdy image, poczucie humoru, sposób mówienia i akcentowanie są szyte na miarę dla danego komika, tak by od razu wiadomo było kto stoi za mikrofonem. Samo bycie zabawnym  już nie wystarczy, potrzeba jeszcze szczypty kreatywności i oryginalności.

Tym niemniej uważam, że z tym materiałem zapoznać się absolutnie trzeba, bo pomimo tych wszystkich wad, które wymieniłem powyżej, nadal mamy przed sobą solidną dawkę śmiechu, do tego podaną w bardzo fajnej formie. A przecież o to właśnie chodzi.

OCENA: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates