Ads 468x60px

sobota, 8 października 2011

Recenzja: Łona i Webber - Cztery i Pół

Po pierwszym singlu ("Nie pytaj nas") zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Po świetnej zapowiedzi "Nieoczekiwana zmiana miejsc" miałem nadzieję, że panowie może jeszcze ode mnie coś zapożyczą. Po drugim singlu ("To nic nie znaczy") opadła mi szczęka i boleśnie przygniotła moje stopy. Natychmiast zacząłem ostrzyć zęby na samą myśl o premierze tej płyty. Premiera nadeszła i co?


Początkowo, przed zapoznaniem się z nowym dziełem duetu, sprawdziłem wszelkie fora internetowe by zobaczyć ogólne opinie o "Cztery i pół". Przyznam szczerze, że były mocno mieszane. Ludzie narzekali, że to już nie to, bity są jakieś marne i że ogólnie rozczarowanie. Naszła mnie wtedy myśl: "Czyli będzie zapewne powtórka z 'Absurdu i Nonsensu!'". Jednak po wielokrotnym przesłuchaniu całości jestem zmuszony powiedzieć, że nic podobnego. Z perspektywy dyskografii obu panów jest to zupełnie nowa jakość. Co prawda czerpiąca garściami z poprzednich albumów i rzeczywiście, w szczególności z "AiN!", ale rozczarowanie jest ostatnią reakcją z jaką ta płyta powinna się spotykać. Są momenty gdzie Łona odrobinę zrzędzi, ale sama płyta nie jest ponura. Są momenty gdzie Adam rzuci żartem i tekstem, który zaszczepia w nas ziarenko optymizmu, ale nie jest kabaretowo. Ta płyta zgrabnie ucieka wszelkim szufladkom, a sam Łona bawi się swoim wizerunkiem "inteligentnego optymisty". Bywają tutaj tematy poważniejsze, a od czasu do czasu jesteśmy świadkami nad wyraz trafnych spostrzeżeń i metafor, jednak wszystko jest cudownie pozbawione mentorskiego zadęcia i narzucania swojej opinii.

Łona w tej chwili jest absolutnym numer jeden w Polsce, jeżeli chodzi o rap, i mówię to z pełną świadomością. Nie ma absolutnie nikogo innego, kto by tak zgrabnie łączył wysoką jakość tekstów (pod tym względem nie ma mu równych), flow (pewne Top 3) oraz techniki. Dodajmy do tego niesamowity, radiowy głos Łony i fakt, że nie spoczywa na laurach - jego progres jest rzeczą tak samo naturalną jak i dającą się zauważyć na pierwszy rzut ucha. Webber również ewoluował. Być może i obrał drogę wytyczoną przez długogrającą poprzedniczkę, ale tym razem wziął z niej tylko to, co najlepsze, likwidując wszelkie wady, które nas w niej drażniły. Dzięki temu na "Cztery i pół" jest więcej ciekawych rozwiązań, wszystko brzmi nienagannie, zróżnicowanie, a jednak wciąż spójnie i ze smakiem. Klasa sama w sobie, panie Webber.

Jednak pomimo tego, że "Cztery i pół" powinno widnieć w encyklopedii jako antonim słowa "banalność", to wcale nie oznacza, że jest pozbawione słabszych stron. A właściwie jednej słabszej strony - zbytniego stonowania albumu. Samo "10" (w przeciwieństwie do większości narzekaczy ja ten refren uwielbiam) i "Koncz te rozmowe" wiosny nie czyni i śmiało można by wrzucić jeszcze jakieś dwa żywsze kawałki, nawet jeżeli kosztem nieco oklepanego (pomimo świetnego bitu) "Jesteśmy w kontakcie" czy może nazbyt wydumanego "Kaloryfera" (wiem, wiem, dla wielu najlepszy utwór na płycie). Na szczęście nie to zmienia faktu, że nawet najsłabszy numer na tym albumie > najlepsze kawałki większości polskich raperów, którzy wydali płyty w tym roku.

OCENA: 9/10

3 komentarze:

  1. "Nie ma absolutnie nikogo innego, kto by tak zgrabnie łączył wysoką jakość tekstów (pod tym względem nie ma mu równych), flow (pewne Top 3) oraz techniki."
    Aha. Bisz. Bisz. Bisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biszowi jeszcze nieco brakuje do takiej mocnej czołówki. Co nie oznacza, że jest słaby, bo sam bardzo pozytywnie się nim zaskoczyłem, chociaż jego legalnego debiutu jeszcze nie miałem okazji przesłuchać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie płyta trzyma poziom. Wprawdzie ostatnio przekonałem się do "AiN" ale jednak najnowsza pozycja jest, jak dla mnie, lepsza. A że brak tego optymizmu, tych żartów, co na początku? No cóż, po pierwsze: progres, a po drugie: ostatnimi czasy ciężko o pozytywne myślenie, również na naszym małym podwórku (chciałoby się napisać: w naszym k*rwidołku).
    Jedyny minus to właśnie za refren w "10" - drażni mnie niesamowicie, jak w jakimś tandetnym kawałku kiepskiego zespoliku co się dorwał do wokodera...

    OdpowiedzUsuń

 
Blogger Templates