Ads 468x60px

piątek, 4 listopada 2011

Humor po polsku: Internet

Jenot Bartłomiej jest zdegustowany faktem, że dostał karnego kutasa za chujowe parkowanie. Jednak uznał, że złość mu w niczym nie pomoże, tak więc zakrzyknął ostatni raz "jestem hardkorem" i zrobił salto jak Kiemon. Niestety w powietrzu miotało nim jak szatan i spadł w dół jak Magik. Ale urwał.

Wiadomo, że wszystkie cztery osoby, które dały mi po tym akapicie łapki w dół, mają poczucie humoru nabyte w akademii Strasburgera. A jeżeli ciebie, drogi czytelniku, to nie bawi, to wiedz, że coś się dzieje... Dobra, oszczędzę wam tego wstępu wątpliwej jakości, chociaż zapewne powinienem jeszcze zapytać "DZIE JES KRZYSZ?!!1 XD" oraz wspomnieć o Maciusiu/Rysiu z Klanu, Jarku Kaczyńskim, który jest niski i zamiast żony ma kota (LOL!) i paru innych żartach wykwintnych i świeżych jak zwłoki na w pół przeżute przez wyjątkowo niewybredne robactwo.

Zaśmiej się, a powiem ci kim jesteś

Internet jest idealnym miejscem gdzie można wyruszyć na poszukiwania szeroko rozumianego gustu Polaków. Tyczy się to zarówno gustu muzycznego, filmowego, książkowego jak i poczucia humoru. Użyję teraz wyświechtanego stwierdzenia o Polakach-Mamoniach, co to lubią tylko te piosenki, które już znają. Wyświechtane, ale trafne, bo tyczy się to także wszelkiej maści dowcipów. Zacznijmy może od takich, które nie są znane i zrozumiałe dla osób spoza środowiska hip-hopowego. Chodzi mi o mema z podobizną śp. Piotra Łuszcza, pod którego zdjęciem znajduje się napis "Dobra ziomek, będę leciał". Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi: Piotr Łuszcz, czyli Magik, raper należący niegdyś do legendarnych  zespołów Kaliber 44 i Paktofonika, na krótko po premierze jednej z płyt popełnił samobójstwo wyskoczywszy z dziesiątego piętra swojego bloku. Sam mem według mnie jest szalenie zabawny i naprawdę mi się podoba. Poważnie. Jednak musiał się on przebić przez twardą skorupę nietolerancji i ignorancji internautów. Na początku bawił  tylko małą grupkę osób, która jednak sukcesywnie się powiększała. Bo skoro coś już się robi popularne, to automatycznie staje się dobre (na odwrót mają tylko gromko wyśmiewani hipsterzy, ale o nich może napiszę innym razem).

I nadszedł boom. Wspominanie tego żartu przez każdego w każdej sytuacji: przez uczniów w szkołach, pasażerów w tramwajach, księży podczas kazań... Radości nie było końca. W związku z tym zdarzyła się rzecz straszna - nadużywanie w stopniu niedopuszczalnym. Ludzie nie znają umiaru. I nie rozumieją czarnego humoru (o którym to także będzie osobna notka). W skrócie: ja jestem wielbicielem ostrzejszych dowcipów. Jednak mnie nie bawi to, że Magik popełnił samobójstwo, bo co w tym niby jest śmiesznego? Magik jest tutaj po prostu przykładem. Zabawny jest sam tekst "Będę leciał" w zestawieniu z tym, paradoksalnie tragicznym, wydarzeniem. Ale ludzie, nie wiedzieć czemu, zdają się źle interpretować ten żart i identyfikują go z osobą Piotra Łuszcza, zupełnie niesłusznie. W ten sposób nie śmiejemy się z gry słownej lecz z konkretnego człowieka. Dla mnie to jest nieważne czy to będzie Magik, Jan Kowalski czy też niedawno zmarły producent hip-hopowy Zjawin, który podobnie jak raper z Paktofoniki, może i latał jak orzeł, ale jak Wrona to na pewno nie wylądował. Różnica jest taka, że gdy ja zażartowałem ze śmierci tego ostatniego to ludzie się burzyli. Dlaczego w takim razie ma bawić śmierć Łuszcza? Spadł inaczej? Zabawniej? Szybując w dół przebrał się za kobietę i strojąc głupie miny poślizgnął na skórce od banana? Tekst "Będę leciał" wymknął się już spod kontroli. Zabawny stał się nie sam kontekst a osoba Magika, co jest haniebne, bo zwyczajnie bezcześci pamięć tego człowieka. I mówię to ja - osoba, która potrafi się śmiać naprawdę z wszystkiego.

Lubię wycinać i kopiować. Tylko z wklejaniem mi trochę nie idzie...


Niezrozumiałym dla mnie fenomenem są youtubowskie hiciki. Dziwnie się czuję pośród ludzi, którzy cieszą się jak upośledzone dzieci z tekstów pokroju "Co się stało?" czy "popatrz jaka franca". Rozumiem - za pierwszym razem to wszystko można uznać za zabawne  - spoko... No dobra, tak naprawdę to tego nie rozumiem. Po prostu cieszcie się nimi z dala ode mnie.

Inny fenomen którego nie rozumiem to Kwejk. Pieprzony kwejk, którego nie lubię, ale co z tego, skoro raz na tydzień i tak tam zajrzę? Nie dość, że to jest gówno, to jeszcze takie, które uzależnia. I odwiedzam je pomimo tego, że za każdym razem wiem czego się tam spodziewać. Zamysł był prosty, a zarazem ciekawy - wybieranie najzabawniejszych rzeczy z sieci i wrzucanie ich w jedno miejsce. Bez bandy żartownisi-onanistów rodem z joemonstera i youtube. Bez kretyńskich "mistrzów ciętej riposty", durnych opisów, komentarzy i innych bzdur. Tym bardziej żal patrzeć na to, co z nim zrobili internauci. Zamiast zabawnych tekstów, memów, zdjęć, fotomontaży czy czegokolwiek w tym stylu, mamy obecnie siedlisko osób, których jedynym celem w życiu jest zamieszczanie i oglądanie "ładnych" rzeczy (ciuchy, owoce, słodycze, zabawki, osobnicy/-czki płci przeciwnej czy nawet kucyki) oraz prawd życiowych w stylu "JUTRO PIĄTEK :)" i "JUTRO SZKOŁA :(", przeplatanych, od czasu do czasu filozoficznymi przemyśleniami dwunastolatków, tak bardzo przecież doświadczonych przez życie. To taka zawartość godna przeciętnego żołądka świni. I tym właśnie obecnie jest kwejk - ogromne koryto, w którym od czasu do czasu trafi się jakiś smaczny kąsek. Ale czy naprawdę warto dla niego babrać się w tej papce?

Jeszcze przed kwejkiem była moda na komiksy. Chyba oczywiste dlaczego: są szybkie i łatwe do zrobienia, a efekt jest zadowalający, prawda? Otóż nie do końca, co widać po ich poziomie. Nawet jeżeli chodzi o zaadoptowane z ameryki memy i komiksowe puenty typu "Poker Face" i "Forever Alone", to są one doskonałym przykładem na to, że czego sami nie wymyślimy to podpieprzymy, by to ostatecznie spieprzyć. Ludziom przestało wystarczyć samo śmianie się z dowcipów, musieli zacząć wymyślać nowe. Jednak nowe nie oznacza w tym przypadku "świeże" o czym możemy się gorzko przekonać przeglądając choćby takie komixxy, gdzie zamieszczone są praktycznie tylko zszywki różnych popularnych elementów. W końcu ludzie to debile - będzie im się podobać. Zróbmy komiks. Weźmy na tapetę stary dowcip, dodajmy Pudziana, zmieszajmy z  Kaczyńskim i dajmy na końcu "FFFFUUU-". Będzie hit. Problem w tym, że nieumiejętne przeciąganie dowcipów kończy się tak, jak z niegdyś znakomitymi żartami o Chucku Norrisie, które teraz są synonimem wieśniactwa. Lud przyszedł, zobaczył ofiarę, zgwałcił ją, następnie pożarł, po czym zdał sobie sprawę, że to nie był najlepszy pomysł, zwymiotował i poszedł dalej. Poszukiwać kolejnej.

Uśmiechnij się! Przecież poprzednim razem to robiłeś...



Od jakiegoś czasu furorę robi także Niekryty Krytyk, znana osobistość z youtube. Recenzuje on jakieś filmy i programy... No właściwie to już nie są recenzje tylko w dużej mierze dopowiadanie swoich miernych żartów do filmowych dialogów. Panu NK mam do zarzucenia kilka rzeczy (oprócz miernego poziomu jego programu) -  między innymi skopiowanie pomysłu od Nostalgia Critica, Amerykanina, który w zabawny sposób recenzuje filmy z lat 80 i 90. Nie miałbym nic przeciwko gdyby ową kopią była tylko formuła, czyli komentowanie scen w filmie, ogólny pomysł itd. Niestety na tym nie koniec podobieństw.  W oczy rzuca się paskudna zbieżność ksyw a nawet styl ubioru, bliźniaczo podobny do amerykańskiego pierwowzoru. Ciężko więc nie uznać, że Niekryty chciał się wypromować na tym, co już istnieje i dobrze funkcjonuje od dobrych paru lat. To tak jak teraz.


Pamiętam, że na początku oglądałem jego kanał na bieżąco. Miał on nieładny nawyk rzucania sucharów i wciskania nieśmiesznych tekstów na siłę, ale z drugiej strony... kto nie opowiedział choć raz nieśmiesznego dowcipu niech pierwszy rzuci kamieniem... Miewał on momenty naprawdę zabawne i błyskotliwe, jednak to wszystko bezpowrotnie znikło. NK zaczął gonić za poklaskiem i popularnością - najsmutniejsze jest to, że zrobił to za wszelką cenę. Poziom jego programu zupełnie spadł na łeb na szyję. Przestał kreować to, co jest zabawne, a zaczął odtwarzać. Zbyt mocno chciał przypodobać się widzom i można to łatwo dostrzec, ponieważ recenzuje tylko to, co obecnie jest popularne, na przykład internetowe hity pokroju słynnego kazania ks. Natanka i materiały Beara Gryllsa. Do tego używa dowcipów, których używał sam już setki razy, a nawet takich, których używali już wszyscy - wcale nie rzadziej. "Przemyślenia Niekrytego Krytyka" jest to obecnie formuła, którą może zrobić tak naprawdę każdy. Wystarczy tylko trochę środków (kamera, wolny czas, programy komputerowe do montażu) oraz odrobina samozaparcia. Talent wymagany już nie jest.

Według mnie komik - a uznajmy, że NK nim jest - powinien wymyślać nowe trendy, nowe żarty zamiast śmiać się z tego, czego zapragnie publika. Bo to jest podręcznikowy przykład komercji - robisz nie to, co ci sprawia artystyczną satysfakcję, nie to, co jest twórcze, ale to, czego oczekuje widz. W jednym z odcinków serii "HBO Special", "Talking Funny",  przedstawiona była rozmowa czterech doskonałych komików - Chrisa Rocka, Louisa C.K., Ricky'ego Gervaisa i Jerry'ego Seinfielda. Wybuchła dyskusja o żartach pod publiczkę. Bardzo spodobał mi się punkt widzenia Ricky'ego. Tanie chwyty - lub jak on sam to bardzo ładnie ujął "tani śmiech" - jest dla komika haniebny. Jeżeli się określa go mianem 'zawodowca' i bierze on za występy pieniądze, to jest zobowiązany do czegoś więcej niż rzucenia kilku żartów na chwytliwe tematy. Jest on artystą, a artystą nie może być każdy, na tym to polega. W momencie gdy tworzy się coś, co może wymyślić pani Jadzia z warzywniaka, wszystko się sypie. Na pytanie czy Ricky nigdy nie rzucił czegoś pod publikę, ponieważ ta tego od niego oczekiwała - przyznał, że tak. Ale tak mu było tego wstyd, że kazał je wyciąć z nagrań DVD.



Piszę o tym bez jakiejkolwiek zawiści czy też chęci obrażenia Niekrytego, to bardziej taka - nomen omen - krytyka. Jeżeli dalej będzie brnąć w tym kierunku, to za jakieś kilka lat już nikt nie będzie wiedział kim jest. Tak samo jak nikt nie pamięta piosenek, które są kopiami kopii skeserowanych przez kopie. Liczy się tylko to, co nowe, a nawet jeżeli nie rewolucyjne, to przynajmniej świeże. Czasami pomysły, które rzekomo są "oklepane" można pokazać pod zupełnie innym kątem. To dlatego najlepsi komicy potrafią żartować z tematów tak często przywoływanych jak relacje męsko-damskie, religia czy polityka, nie zanudzając przy tym widza. Ważne, że robią to na poziomie, za każdym razem odnajdują w nich coś nowego, coś czego wcześniej nikt w nich nie dostrzegł. Nie wystarczy powiedzieć parę razy "Kaczyński jest niski i ma kota". Bo to i może się sprawdzi, ale na pięć minut. A czy aby na pewno o to chodzi?

Swoją drogą ciekawostką jest to, że NK próbował spróbować swoich sił w Stand-upie. Na jego kanale youtube można (albo można było, nie jestem pewien) znaleźć jego występ. Przyznam, że był bardzo zabawny. Nie ze względu na tekst, tylko fakt, że wszystko odbyło się bez publiki a śmiechy podłożył on sam, na komputerze. Co do samego materiału, to szczerze mówiąc nie pamiętam go. Widocznie nie był na zbyt wysokim poziomie. Jedyne, co sobie przypominam, to parę ogranych żartów o religii i zupełny brak luzu u Niekrytego.

Na otarcie łez

Żeby nie było, że tylko narzekam - nawet w internetowych hitach oraz przeróbkach może znaleźć się coś autentycznie zabawnego, w granicach rozsądku oczywiście. Niestety dla czegoś takiego trzeba przepłynąć przez morze szamba. Dobrym przykładem jest przeróbka, z którą raczej niewiele osób jest zapoznanych, bowiem dotyczy bezpośrednio środowiska hip-hopowego. A więc zacznę od początku. Jest sobie taki raper Eldo, który wiele lat temu w jednym z wywiadów telewizyjnych zaprezentował swoje umiejętności freestyle'owe. Rzecz w tym, że one okazały się, no... nie za wielkie. Po latach to nagranie zaczęło robić wśród słuchaczy rapu furorę:


Samo w sobie może to nie jest jakoś przerażająco zabawne. Jednak powoli zaczęły się pojawiać perełki. Rozpoczęło  się od zwykłego zapisu słów tego freestyle'u. Podczas bezpośredniej lektury widać jeszcze więcej bezsensownych linijek i jeszcze mniej rymów. Do tego specyficzna, tępa forma zapisu (same wielkie litery, zła interpunkcja) dodała do tego coś...  No nie jestem pewien czego, ale w każdym razie dodała tego bardzo dużo. I tak naprawdę dopiero wtedy wszystko się rozpędziło. Memy, zdjęcia, fotomontaże - wszystko na żałosnym poziomie. Ale ludzie się bawili. W pewnym momencie w sieci ukazał się ten majstersztyk:




Muszę przyznać, że kiedy ja to usłyszałem to spadłem z fotela. Jest to tak absurdalne i tak zaskakujące (zwłaszcza dla osób kojarzące postać Eldo), że zwyczajnie nie mogłem opanować śmiechu. W końcu w tym temacie pojawiło się coś świeżego, mimo że czerpiącego z oklepanego motywu. Chociaż z drugiej strony nie widzę żadnego powodu, by słuchać tego dłużej niż do 50 sekundy.

Po nieco dłuższym czasie i milionach marnych wariacji na temat Eldoki, powstały jeszcze dwa dzieła warte uwagi. Ten oto fotomontaż, który (ogromne) braki techniczne nadrabia pomysłowością:






Oraz ten utwór:





Zdaję sobie sprawę, że to wszystko kwestia poczucia humoru i może to kogoś nie bawić, jednak powyższym nie można odmówić pewnej dawki komizmu. Nawet jeżeli na kogoś on nie działa, to tak czy inaczej można bezproblemowo go dostrzec. Poza tym jest to zrobione z pomysłem, ba, nawet tekst jest ułożony w jakiejś pokracznej logice, a kontrast zbudowany pomiędzy Eldo - refleksyjnym raperem-poetą, a dyskotekowym hitem rodem z Bee Gees zwyczajnie widać, bo jest szyty bardzo grubą nicią.  I to jest różnica między czymś twórczym i pomysłowym, a pójściem na łatwiznę (Cosie, cosie, cosie stao).

Tak czy inaczej, wnioski są smutne. Bo wydaje mi się, że nic nie szkodzi polskiemu humorowi bardziej niż publika. Dziwne, ale prawdziwe, ponieważ to wszystko kręci się wokół niej. Jeżeli coś jest dobre, a ona tego nie chwyci, to ta rzecz już nie istnieje. Jeżeli jest już coś, co się jej podoba, to będzie chciała tego w piętnastu różnych wersjach, najlepiej zrobionych przez nią samą. Nie jestem pewien czy to jest zdrowe rozwiązanie. Jeżeli mi się zepsuje telewizor, to wzywam fachowca do naprawy, a nie obklejam go taśmą, by się chwalić znajomym jaka to ze mnie złota rączka.

Jednak życie się nie kręci jedynie wokół internetu. Wiem, że to szokujące stwierdzenie, ale to jest fakt! Może z naszym humorem jest lepiej na innych polach? Przekonamy się w kolejnej części.

Bigap.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates