Ads 468x60px

czwartek, 22 grudnia 2011

Wywiad: Abelard Giza i Kacper Ruciński


Wywiad, który przeprowadziłem czternastego grudnia na Scenie Muzycznej w Gdańsku był dla mnie dużym wyzwaniem. Zwłaszcza, że osoby, z którymi miałem go przeprowadzić to postacie absolutnie niebanalne. Jednak wszystko na szczęście poszło po mojej myśli. Rozmówcy nie tylko okazali się niezwykle serdeczni, ale także mieli parę ciekawych rzeczy do powiedzenia. Do pełni szczęścia zabrakło nam tylko Kasi Piaseckiej, która zachorowała i nie pojawiła się tego wieczoru na występie. Nie narzekajmy jednak, panowie w wywiadzie stanęli na wysokości zadania. Oto wywiad z męską częścią grupy "Stand-Up. Bez cenzury!": Abelardem Gizą oraz Kacprem Rucińskim.


Już tak troszkę sobie występujecie. Jeździcie to tu, to tam, właściwie jako jedni z niewielu stand-upperów w Polsce. Tak więc chciałbym zadać pytanie, na które odpowiedź chciałby poznać każdy młody pasjonat tego gatunku, który tak jak ja, pragnie robić to co wy. Powiedzcie, da się wyżyć obecnie z tego standu-upu?

Abelard Giza: To jest dobre pytanie. Na razie jest ciężko...

Kacper Ruciński: Ja żyję z tego, ale...

AG: Ale patrz jak on się czuje (śmiech).

KC: Abelard raczej nie wie tego tak dokładnie, bo żyje z Limo. Z nas dwóch, ze stand-upu to utrzymuję się tylko ja jeden. Uważam, że da się z tego wyżyć, ale tylko jak się jest dobrym... (śmiech) ...i trzeba włożyć w to naprawdę wiele wysiłku i marketingu, żeby ludzie w ogóle się dowiadywali o naszych występach. Czasami jest to trochę takie walenie głową w mur, przez to bywa ciężko.

Zwłaszcza, że ty na dodatek występowałeś w miejscach nie kojarzonych ze stand-upem, to znaczy w miejscach typowo kabaretowych, na przykład PaKA.

KC: Żadnych imprez stand-upowych nie było w Polsce gdy zaczynałem. Musiałem gdzieś się pokazywać, by móc się rozwinąć.

Widzisz, Abelard, to ty nie miałeś tak trudno (śmiech).

KC: On miał jeszcze trudniej.

AG: Dokładnie. Istniejemy z Limo od 99 roku, a ludzie kojarzą nas dopiero od jakichś 3-4 lat. Naprawdę, 8 lat jeżdżenia po Polsce bez wsparcia telewizji i innych mediów to ciężka rzecz. Gdy patrzę w jakim miejscu jest Kacper po trzech latach, a gdzie ja po dwunastu, to naprawdę jest czego pozazdrościć. Dużo się dzieje dzięki internetowi, mediom to wszystko się napędza i każdy może mieć swoją szansę. Czy to młody kabaret czy komik. Na przykład Kacper ma już swojego managera, stoi za nim cała agencja, która organizuje występy. My (Limo – przyp. Northim) musieliśmy czekać lata, żeby znaleźć kogoś, kto by się nami zajął.

No to teraz może coś pretensjonalnego: na pewno macie jakichś idoli jeżeli chodzi o stand-up. Pochwalcie się wpływami, kto na was najbardziej ukształtował jako komików?

AG: Tak naprawdę to każdy poznany przeze mnie kabaret i stand-upper mają na mnie wpływ. To znaczy, albo chcę być taki jak on, albo nie chcę być taki jak on. Dla kabaretu Limo największą inspiracją były m.in. zespół Rafała Kmity, kabaret Hrabi, kabaret Potem na samym początku, i tak dalej. Jeżeli chodzi o stand-up, to najbardziej się zajarałem gdy po raz pierwszy zobaczyłem Eddie'ego Izzarda, Eddie'ego Murphy'ego i George'a Carlina. Teraz jestem w etapie podniecenia Billem Hicksem. Oczywiście to są ci najwięksi, których najłatwiej przywołać. Często się zdarza, że znajdę na youtubie jakichś totalnie nieznanych kolesi, oglądam ich i się okazuje, że mają niesamowite banie. Przez 12 lat pracy dorobiłem się pewnej świadomości scenicznej i staram się po prostu pracować nad własnym stylem.

KR: Ja jestem - tak jak i ty - pasjonatem stand-upu i od kabaretu raczej się staram odcinać. Głównie z racji tego, że to po prostu stand-up jest właśnie tym, co chcę robić.

Kompletnie inna forma...

KR: I jedyna, która dla mnie istnieje. Jeżeli chodzi stand-upperów, to dla mnie pierwsze miejsce ma na pewno Eddie Izzard, drugie Eddie Murphy, a trzecie Dylan Moran. Dalej jest wielu dobrych stand-upperów, którzy również mają na mnie wpływ, ale jest coś w tym co powiedział Abelard, że mogę obejrzeć także kogoś, kto mi się nie spodoba zupełnie, kto mnie denerwuje, ale „coś” od niego wezmę. Amerykańscy i Brytyjscy stand-upperzy otwierają nam banie na to, co można zrobić na scenie. To się nie zdarzało w Polsce, bo nie było u nas stand-upu, a kabarety to jest jednak dosyć zamknięta forma. A sam stand-up? Niby wychodzi koleś i gada. Ale jest jednak w tym mnóstwo spojrzeń na różne małe rzeczy, zarówno techniczne jak i merytoryczne.

AG: Poza tym, nie mamy także skąd się tej formy uczyć. Bo nie ma starszej generacji stand-upperów w Polsce. A w Stanach? Tam masz, stary, nawet szkoły stand-upu.

Na przykład Michał Kempa uczęszczał do jednej w ramach nagrody z programu „Stand-Up. Zabij mnie śmiechem”...

AG: Tak. I masz tam masę różnych stylów i kierunków. To jest wielki ruch z bogatą, 40-letnią tradycją. A u nas? W praktyce to są jakieś 3 lata. Czyli tak naprawdę dopiero się uczymy. I staramy się to robić od tych najlepszych z zagranicy.

Różnice między Stand-Upem w Polsce i USA chyba jest najłatwiej zauważyć po publice. Pamiętam, Kacper, jak oglądałem twój tegoroczny występ w Opolu i przyznam, że ja bym chyba tego nie wytrzymał. Bo ty dajesz z siebie wszystko, starasz się i pocisz na scenie, a oni wolą jednak pomachać do nadjeżdżającej kamery, by pojawić się na telebimach.

KR: To jest trochę wina ludzi odpowiedzialnych za te kamery. Bo rzeczywiście tak się nie robi, żeby olać artystę na scenie i pokazywać tylko publikę.

AG: Taka jest też specyfika Opola.

KR: Tak. Ale ogólnie, to publika bardzo dobrze reagowała zarówno na mnie jak i moją improwizację o telebimie właśnie, tak więc jestem zadowolony z tego występu. A to, że ludzie nie są przygotowani na stad-up, to się już do tego przyzwyczaiłem. Po prostu staram się z tym walczyć i przekonywać tych ludzi, by troszkę się na niego otworzyli.

A jak wygląda u was sprawa z Tabu, macie jakieś? Bo jeżeli chodzi o Abelarda, to właśnie widziałem, że z LIMO robiliście na przykład skecz o Hitlerze. Czyli to już była jakaś próba jego przełamania?

AG: Nie, nie, ten skacz nic nie łamał. To było trochę pójście na łatwiznę, wiesz. Wszyscy myślą, że jak padnie gdzieś słowo Hitler, to już jest łamanie tabu, a to nieprawda. Skecz ten jest bardzo miły i zabawny, ale nic nie łamie. Jak będziesz dzisiaj na występie, to będziesz mógł sobie odpowiedzieć na to pytanie naszymi występami, jak u nas wygląda łamanie tabu.  Kluczową sprawą jest to, jak zaprezentujesz taki temat. Bo możesz mówić o wszystkim, ale musisz to powiedzieć albo tak, żebym się zaśmiał, albo zastanowił. A jeżeli po prostu rzucisz mi „spermą” w twarz, to musiałbym być twoim kochankiem, żeby poczuć się fajnie, albo po prostu dostaniesz w ryja po występie. Tak więc z tą „spermą” można robić dużo różnych rzeczy, ale umiejętnie. Same w sobie słowa nie są złe, tylko kontekst może być nacechowany pozytywnie lub negatywnie. Pytanie jak kto ich używa.

A jak się współpracuje wam z Kaśką? Możecie mówić szczerze, bo jej tu nie ma. (śmiech)
(w tym momencie Kacper odbiera telefon, by wyjaśnić, że udziela wywiadu – przyp. Northim)

AG: Spoko, mogę jej to powiedzieć w twarz. Bardzo dobrze nam się pracuje z Kaśką. Po pierwsze dlatego, że jest kobietą. W naszych trójkowych wyjazdach fajne jest to, że jest wśród nas zawsze jakiś inny punkt widzenia na to, co robimy. Czy to załatwianie różnych spraw, czy zrobienie próby... Czy mógłbyś nie gadać przez telefon chamie jeden?! (śmiech) Widzisz, to z Kacprem źle mi się pracuje, z Kaśką za to bardzo dobrze. Ona patrzy na wszystko w inny sposób, pod innym kątem. Poza tym jest bardzo fajną, ciepłą osobą, chociaż czasami potrafi nieźle „chujem” rzucić na scenie (śmiech). Bardzo fajnie improwizuje i łapie bardzo dobry kontakt z widzem. Potrafi przeprowadzić 10 minut swojego materiału, a następnie przez 10 minut po prostu rozmawiać z publiką.

Nie wydaje się wam, że ona ma nieco łatwiej pod tym względem, że startuje u nas z tego samego pułapu co mężczyźni? Kobiet w amerykańskim Stand-upie jest niby więcej, ale zaczęły później od facetów i są właściwie jakąś małą częścią tamtej sceny. U nas kobiety mogą zacząć w tym samym czasie, gdy historia dopiero się tworzy.

KR: To co powiem będzie szowinistyczne, ale prawdziwe. Kobiecy humor różni się od męskiego. Z czego to wynika? Częściej spotkamy faceta, który nas rozbawi niż kobietę, która zrobi to samo. Tym bardziej uważam, że jeżeli kobieta jest w stanie mnie rozbawić, to poświęcę jej więcej uwagi niż jakiemuś facetowi. I tu jest ta szansa dla kobiet. Na przykład w stanach jest taka bardzo znana stand-upperka... Myślę, że Kaśka także się na niej wzoruje, i nie tylko ona...

Silverman?

KR: Na przykład. Nie mam pamięci do imion, w każdym razie są dwie takie najbardziej znane stand-upperki...

AG: Jedna to Oprah Winfrey... (śmiech)

KR: Tak, a druga to Sandra Bullock. (śmiech)

No to może ostatnie pytanie. Ostatnio był Roast Huberta Urbańskiego, obaj wzięliście w nim udział. Czego się spodziewaliście po tym wydarzeniu i jak wam się spodobał całokształt?

KR: Hubert jest mega spoko ziomem przez to, że zechciał wziąć w tym udział. Wiesz, z racji tego, że ma w chuj siana (śmiech), a jednak praktycznie za darmo zgodził się przyjść. A sama idea Roastu... Roast to jeden z mięśni Stand-upu i jeżeli ktoś chce poznać ten gatunek, to roast na pewno mu nakreśli ogólną stylistykę żartów i te bariery, które są przekraczane w występach. Ja to wszystko bardzo, bardzo mile wspominam i czekam na więcej.

AG: Najlepsze jest to, że ci roastowani, czyli osoby obgadywane, siedzą na środku i się śmieją. I jest pytanie czy oni się śmieją, bo tak wypada, czy też naprawdę ich to bawi. I ja jestem pewien, że w 90 procentach jest to śmiech szczery, bo te żarty naprawdę rzeczywiście zabawne. Fajne jest to, że gdy oni dostają takiego „strzała” to cały czas widzisz ich reakcje, bo są na scenie. A potem mogą się obronić i odegrać, mogą powiedzieć parę słów... To jest fajna walka na dystans do siebie. Brakuje tego u nas, w Polsce. To się łączy z tym łamaniem barier, bo ludzie u nas nie mają poczucia humoru i dystansu do siebie.

KR: Tak. Stand-up i kabarety często ukazują tę... słabość. Bo dla mnie to jest słabość jeżeli człowiek nie potrafi wyjść poza pewne bariery, ma klapki na oczach i oczekuje tylko tego, co chce usłyszeć.

Widz nie jest jeszcze otwarty na to, co jest niechciane, co jest trudne.
AG: Tak, ogólnie wydaje mi się, że Polacy nie potrafią się śmiać z siebie, tylko z siebie nawzajem.

Rozmawiał Northim Kismajes

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates