Ads 468x60px

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Wywiad: Antoni Syrek-Dąbrowski


Antek rzucił mi się w oczy już podczas pierwszego sezonu "Comedy Central Prezentuje" oraz "HBO Stand-Up Comedy Club". Pomimo pewnych braków, dał się tam pokaznać jako jeden z bardzej oryginalnych i charyzmatycznych uczestników. Co więcej, od tamtego czasu zanotował on spory progres i wciąż sumiennie pracuje nad swoim stylem udzielając się w grupie Stand-Up Polska, której jest silnym ogniwem. Mam nadzieję, że niedługo będzie dane nam zobaczyć jakiś pełny, całogodzinny materiał, w którym mógłby należycie zaprezentować pełnię swoich umiejętności, jak to ostatnimi czasy zrobił Karol Kopiec. Jednak zanim do tego dojdzie, znajdźcie sobie wolną chwilkę w tym nerwowym, sesyjno-zaliczeniowym okresie i poświęćcie kilka minut na przeczytanie najnowszego wywiadu. Przed wami Antoni Syrek-Dąbrowski.

Ciekawi mnie jak się odnajdujesz w Stand-Up Polsce. Wydawać by się mogło, że przez stworzenie swojej "drużyny" ciężko będzie o indywidualność...

Bardzo dobrze, pomagamy sobie, wspieramy, pożyczamy pieniądze. Jakoś idzie. Bycie ekipą ułatwia wiele spraw, ale stand-up jest bardzo indywidualną formą, więc raczej nie ma to wpływu na styl każdego z nas.

Macie okazję "wychowywać" warszawską publikę, przyzwyczajać ją do nowego rodzaju humoru. Jak ci się podoba ta rola królika doświadczalnego? Jakby nie patrzeć, badacie grunt dla kolejnych pokoleń stand-upperów.

Szczerze powiedziawszy to mam ogromny szacunek dla „naszej” publiczności. Ci ludzie przychodzą, wysłuchują najdziwniejszych rzeczy, jakie przychodzą nam do głowy i co najwspanialsze – wracają i przyprowadzają znajomych. Mamy dość specyficzne poczucie humoru, często ciężkie i obrazoburcze według ogólnie przyjętych standardów.

Chociaż przyznam, że dopiero po tym jak zaczęliśmy jeździć po innych miastach mocno dostrzegłem różnice między „naszą” publicznością, a ludźmi, którzy widzą nas pierwszy raz na oczy. U siebie mamy większy kredyt zaufania i mniej granic.

Przypominasz sobie jakieś wpadki z tych występów na "cudzym terenie"?

Kiedyś w Tczewie wystąpiłem jako pierwszy, i mając czasem dość ostre żarty, zacząłem opowiadać o łechtaczce mojej babci. Starsi widzowie zaczęli wychodzić. Co prawda młodzi bawili się świetnie… To w sumie zahacza o poprzednie pytanie. Ci państwo nie byli gotowi na takie uderzenie. Co ciekawe pewnie gdybym wystąpił, jako ostatni i byliby już rozbawieni to prawdopodobnie by zostali. Ludzie, jak już złapią „falę” pozwalają na dużo więcej.

Też miałem raz taką sytuację. Publikę stanowiły osoby 40+ lat, a ja zacząłem od dowcipu o nekrofilii. Nikt może nie wyszedł, ale nie powiem by publika była zachwycona, w pewnym momencie coś zjadło mi całą pewność siebie, może świadomość, że kolejne żarty są jeszcze gorsze. Jak myślisz, na czym polega ta niechęć? Ludzie się wstydzą śmiać z takich rzeczy, bo chcą sprawiać wrażenie, że są na to zbyt poważni i ułożeni czy też boją się, uznając, że to coś złego i robią komuś tym krzywdę? A może powód jest jeszcze inny?

W naszym kraju cierpimy na bardzo ciekawą przypadłość odrealnienia z rozdwojeniem. Np. w filmie Doberman, czy Pulp Fiction pokazywane są rzeczy dość "okropne" momentami, ale polski widz je zaakceptuje, bo dzieją się gdzieś indziej. Zrób to samo w polskim filmie, a cię ukrzyżują. Podobnie jest z występami scenicznymi. Widziałem podpisy pod filmikami stand-opowymi ze stanów: "W Amerykańskich występach żartuje się z x,y,z, ale U NAS to tak nie można..." i tu padają wyjaśnienia, że to jesteśmy; albo bardziej kulturalni, albo po polsku to nie byłoby śmieszne.

Niestety prawda jest prosta, typowy polski widz (zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że statystyczny polak) jest hipokrytą. Niedojrzałym, reagującym niechęcią na nowe i nieznane, oburzającym się na rzeczy w jego mniemaniu obsceniczne. Jednocześnie będąc zapitym chamem dającym w mordę pedałom. Pokazuje to w jak absurdalnym kraju żyjemy.

Wracając do wpadek: przypominasz sobie jakieś spadki formy, kiedy to publika akurat była w porządku, ale z jakichś powodów tobie nie poszło?

Tak. Kiedyś we Wrocławiu wyszedłem i powiedziałem już sprawdzone żarty, ale zupełnie nie wchodziły. Byłem spięty i sam je kładłem, chyba nie wierzyłem w to, co mówię, albo zjadła mnie trema. Nie wiem. W każdym razie przed „dobrą” publicznością, z w miarę sprawdzonymi żartami dokonałem sepuku mikrofonem.

A jak podchodzisz do szeroko pojętego polskiego humoru, czy według ciebie w ogóle można mówić o takim zjawisku?

Ciężki temat. Nie ma sensu po raz kolejny się rozwodzić nad kabaretami i tym jak gwałcą polskie poczucie humoru od 20 lat. Coś gdzieś w latach 80tych się stało, że z fantastycznych kabaretów, filmów i artystów wylądowaliśmy w bardzo złym miejscu. W jakiś dziwny sposób rozrywka humorystyczna w telewizji się zhomogenizowała, będąc od dłuższego czasu adresowaną do widza 50+, który uwielbia kawały o babie i policjantach. Nie ma różnorodności. Dlatego nastąpił taki odpływ młodych ludzi w poszukiwaniu rozrywki do Internetu. Family Guy, Southpark, tłumaczone stand-upy na youtube i Whose Line is it Anyway. To wszystko jest oznaką, że ludzie potrzebują dobrego humoru i będą go szukać.

Poczucie humoru przechodzi ewolucję, tak samo jak każda forma sztuki/rozrywki. Polska gdzieś utknęła i dopiero zaczynamy odżywać.

No właśnie, potrzeba dobrego humoru. Tak więc teraz pytanie, które musi się tutaj pojawić, bo przyznam, że mnie samego niezmiernie ciekawi gust komików. Jakich masz stand-upowych ulubieńców i idoli (ewentualnie antypatie)? Po twoich występach wydaje mi się, że szczególnie upodobałeś sobie humor brytyjczyków, ale nie wiem czy to przypadkiem nie złudne wrażenie.

Komicy? Woody Allen, Dave Chappelle, Richard Pryor, Andy Lawrence, Dylan Moran, swego czasu też Bill Hicks i Stewart Lee. To w sumie zależy, pod jakim względem. Woody Allen za konstrukcję dowcipów, Andy i Dylan za postać, Dave i Richard za niezwykłe umiejętności narracji, a Bill i Stewart za to, co umieją zrobić z publicznością.

Czy jest coś czego byś bał się powiedzieć na scenie? Piszesz żart, śmiejesz się pod nosem i myślisz: "Cholera, to jest dobre!" ale ostatecznie go nie wykonujesz, bo jest zbyt ostry lub zbyt specyficzny dla odbiorców?

Nie, nie ma takiej rzeczy, jeśli tylko stoi za tym jakaś myśl.

A w drugą stronę? Czy są tematy lub żarty, które świadomie omijasz, bo na przykład zwyczajnie cię to nie bawi/żenuje lub po prostu nie widzisz w tym komizmu?

Czasem tak. Np. nie lubię nawiązań do żartów/memów z netu, jak "co ja pacze", "ale urwał", "Sztrasburger" itp. Długo też omijałem temat facebooka, bo po co żartować z czegoś, co jest teraz modne, opiera się generalnie na kopiowaniu jednego pomysłu i powielaniu go.

Dzięki za wywiad.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates