Ads 468x60px

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Nie-podsumowanie roku 2012

Witajcie, kochani. Zapowiedziałem już na fejsbuku, że nie uświadczycie u mnie tegorocznego podsumowania polskiego rapu. Zdania nie zmieniłem, ale zdecydowałem, że jednak napiszę parę słów o blogu, o mnie, no i o rapie. Bez hierarchizacji, bez miejsc, bez podium i innych tego typu szaleństw.

Wszyscy z pewnością zauważyli, że pomimo moich złudnych zapewnień (za które przepraszam, jak widać wszystko, co mówię należy dzielić przez dwa), mój blog nie odżył. Wydawałoby się, że przerzuciłem się na popkillera, ale nawet tam piszę coraz rzadziej, co wynika tylko i wyłącznie z mojej winy. Dlaczego tak jest? Mógłbym poskarżyć się na brak czasu, pogodę, studia i 11 września, ale prawda jest jedna - zapuściłem się trochę. Rozleniwiłem.

Ale nie tylko ja mam ten problem: cała "nasza" blogosfera hip-hopowa wygasła, nad czym boleję, bo żadnych "godnych" następców na horyzoncie nie widać, a przecież my nigdy nie byliśmy jacyś wspaniali w tej dziedzinie... Nie wiem co się dzieje z Bartkosem. Proxona już od dawna nie ma w internecie, Jose ogranicza się do Gramrapu (który również boryka się z jakimiś problemami), Kruk coś tam skrobie dla Popkillera z niewiele większą częstotliwością niż ja, eNoIDe coś tam chyba robi, ale nikt nie wie co, Jaca zaangażował się w projekt SULW2011, a Lite skupił się głównie - co jest zrozumiałe - na swoim blogu o dyskryminacji chudych ludzi, który radzi sobie całkiem nieźle.

W praktyce zostaje nam paru bloggerów - większości nie znam, więc nic o nich nie powiem. Jest jeszcze Sieah, który pisze nieźle, choć zawsze drażniła mnie jego napuszona maniera (większość osób z dużą wiedzą o jakimś gatunku, wydaje mi się dość niesympatyczna i niewyrozumiała w stosunku do zwykłego słuchacza), Kaaban, który coś tam skrobie dla Glam Rapu, ale w obecnej formie nie da się tego czytać i jakiś Gangi (sam, kurwa, nie wiem skąd się urwał i dlaczego ktokolwiek śledzi jego filmiki).

Na moje "rozleniwienie" z pewnością wpłynęły różne rzeczy. Od porażek na polu prywatnym, których w tym roku było zdecydowanie za dużo (spokojnie, nie będę się wam wyżalał),  poprzez nowe zainteresowania, po pewnego rodzaju zmęczenie materiału. Nie zrozumcie mnie źle - lubię pisać i nadal będę to robił. Coraz częściej jednak brakuje tematów budzących we mnie inne emocje niż znużenie, rozczarowanie i rozbawienie. Problem w tym, że nawet robienie żartów z tegorocznych wydarzeń około-rapowych mija się z celem, bo one same w sobie są kiepską parodią.

Ciekawi was jaka jest moja ulubiona polska płyta z tego roku? "Piosenki Po Polsku" Afro Kolektywu. Tutaj jest pies pogrzebany - płyta, która z rapem ma niewiele wspólnego. Czy to ja "wyrosłem z rapu"? Nie wydaje mi się. Rap mi się nawet nie znudził, staram się poznawać coraz więcej wykonawców z USA, a tamtejsze koty zrobiły na mnie w tym roku ogromne wrażenie. Zatem za moje rozczarowanie polską sceną zdecydowanie winię nie siebie, a raperów, którzy poczuli się nieco zbyt pewnie w związku z powrotem boomu na hip-hop. Niewielu próbowało zrobić coś nowego (dlatego propsy dla tych kilku wykonawców, którzy się nie boją progresu), a większość dinozaurów udowodniło tylko, że meteoryt, o którym wspominał Tet, powinien pierdolnąć czym prędzej. Mam nadzieję, że zaległości, jakie mam do nadrobienia, przyniosą mi nieco optymizmu na następne dwanaście miesięcy.

Czy mam jakieś większe plany związane z blogiem? Szczerze mówiąc, nie. Mam pomysł na kolejną notkę (naprawdę zabawną), ale czy będę miał ochotę i wenę by to ubrać w słowa - zobaczymy. Mam nadzieję, że jakoś wezmę się za siebie i przestanę zamulać, bo nikt nie lubi zamulaczy. Swoją drogą, mam "nowego" bloga (w cudzysłowie, bo ma kilka miesięcy). Raczej was nie zainteresuje, bo jest mocno osobisty, trochę pokręcony i tak naprawdę służy mi jako rzadko aktualizowany pamiętnik. Planetę Stand-Up także zaniedbałem. Wystąpiłem raz czy dwa na scenie, zacząłem chodzić na warsztaty improwizacji, jednak wciąż marnuję resztki mojego niewielkiego potencjału, więc liczę, że uda mi się to wszystko naprawić w nadchodzącym roku.

No właśnie. Nowy rok. Czego mógłbym wam życzyć z tej okazji? Odłóżmy rzeczy przyziemne na bok. Tak, dziewczynko w kraciastej koszuli i słuchawkach na głowie, muzykę też. Wcale nie kochasz muzyki, a twoje deklaracje o tym, że bez niej (ewentualnie książek/filmów/gotowania/fotografii itd.) twoje życie przestałoby mieć sens, są żałosne. To hobby. Dla niektórych pasja. Dla jeszcze innych praca. Tylko tyle i aż tyle. Zatem, odkładając rzeczy przyziemne na bok, chciałbym wam życzyć banałów, które się nie dezaktualizują i są wiecznie niedoceniane. Przede wszystkim miłości. Nie ma nic lepszego niż być kochanym. Dlatego nie bądźcie pod tym względem egoistyczni. Odwdzięczajcie się, kochając swoich bliskich, nigdy nie wiadomo kiedy kogoś z was zabraknie. Każdy o tym wie, ale niewiele osób to rozumie. Ponadto zdrowia, bo łączy się bezpośrednio z poprzednim życzeniem. Życzę wam także tego byście widzieli, co się dookoła dzieje i nie byli obojętni. Chłód i niewrażliwość są obecnie w modzie, ale warto czasami się pochylić nad kimś i pomóc. Nawet jeżeli jest to ktoś, kogo nie lubimy. Nie zapominajcie, że nie mamy monopolu na problemy, a rachowanie w pamięci, czy wyciągnięcie do kogoś ręki nam się opłaca, jest, kurwa, niedorzeczne.

Wszyscy mają obecnie stalowe nerwy, konserwatywne poglądy i silne charaktery. Pierdolcie to. Miejcie swój charakter, nawet jeżeli niepopularny. Róbcie swoje, nawet jeżeli ktoś tego nie rozumie. Bądźcie przy tym wyrozumiali - ludzie lubią wyrabiać sobie opinie o innych przez obejrzenie filmiku na youtube czy dostrzeżenie literówki w poście. Życzę wam wytrwałości, bo bezproblemowe osiągnięcie celu jest krótkotrwałe i niesatysfakcjonujące. Przynajmniej tak lubię to sobie tłumaczyć.

Ostatnie życzenie zostawiam dla każdego z was. Życzysz sobie nowej fury? Śmiało. Znalezienia walizki pełnej forsy, z wiadomością, że nie musisz jej zwracać? Ależ proszę. A może małe sam na sam z Anne Hathaway? Sorry, ale to moje życzenie. To z Emmą Watson, Angeliną Jolie i Natalie Portman także. No co? To mój blog, mam prawo.

W każdym razie szczęśliwego Nowego Roku. Oby był najlepszym z dotychczasowych. Bigap.


1 komentarz:

  1. W miejsce jednych blogerów wejdą następni, kwestia czasu. Świat nie lubi pustki i szybko ją wypełnia. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś przeczytam coś ciekawego u Ciebie... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

 
Blogger Templates