Ads 468x60px

niedziela, 16 grudnia 2012

Wywiad: Wojciech Fiedorczuk, Jasiek Borkowski, Krzysztof Unrug

Ponad pół godziny materiału zaklętego w formie audio to całkiem sporo. Przyznam, że z ciężkim sercem usuwałem fragmenty z opluwaniem telefonu, wujkiem w górach, pieczeniem ciast oraz innymi wygłupami, które nie wiadomo czy były bardziej podyktowane ekscentrycznością moich rozmówców, czy też niezawodną mieszanką kilku piw i powystępowego zmęczenia. Dość powiedzieć, że taki Jasiek Borkowski, znajdując się z nami w gdańskiej Piwiarni Warka, był przekonany, że jesteśmy w Poznaniu. Dodał także, że gdyby miał być guzikiem, to byłby takim zielonym jak ten w mojej Nokii, bo Jasiek jest z reguły dobrym człowiekiem i gorący z niego skurwysyn... 

Dla dobra czytelników oraz samego wywiadu (który lepiej postrzegać jako taką luźną rozmowę), musiałem troszkę zapanować nad tym chaosem. Mam jednak nadzieję, że całość nie straciła nic na wartości i humorze, którymi oryginalnie cechowała się nasza dyskusja. Przed wami wywiad z Wojciechem Fiedorczukiem, Krzysztofem Unrugiem oraz Jaśkiem Borkowskim.

To był wasz pierwszy występ w Trójmieście?

Wojciech Fiedorczuk: Tak. Nasi bardzo dobrzy koledzy - ten taki z brodą i ten drugi, trochę wyższy [Abelard Giza i Kacper Ruciński - dop. Northim] - zaprosili naszą grupę, Stand-Up Polska, żeby zapoznać z nami publiczność z Gdańska i okolic. Myślę, że się to całkiem nieźle udało.  

Jako, że wszyscy jesteście z Warszawy...

WF: ...ja jestem napływowy. Jestem tak zwanym „Słoikiem”.

Czyli skąd jesteś?

WF: Z Podlasia.

...czyli z Warszawy. I jako warszawska grupa, jeździcie często poza granice tego miasta. Czy tak licznej załodze opłaca się taka forma występów? Czy ktokolwiek z was może się utrzymać w stu procentach ze Stand-Upu? 

Jasiek Borkowski: Czy nam się to opłaca... powiem inaczej. Jeżeli ktoś by mi powiedział: „Jasiek, to była twoja ostatnia przejażdżka, już nigdy więcej nie wystąpisz”, to bym się pochlastał. Już nawet pieprzyć te pieniądze, bo w tym momencie nie są dla mnie ważne... 

WF: Na razie nie chodzi o nie, tylko o krzewienie pewnej idei, propagowanie tego typu działalności. I to się rozwija, jak widać. Coraz więcej ludzi przychodzi na występy i rozumie je coraz lepiej. My się przy tym też uczymy. To jest dobra zabawa.


Wojciech Fiedorczuk

Jasiek wspomniał, że się załamie, jeżeli zabroni mu się wychodzić na scenę. Widziałem na waszym facebookowym fanpage'u link do ciekawego artykułu, mówiącego o tym, że to komicy najczęściej popadają w depresję. Przykładowo Benny Hill został odnaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Samotny i na wpół przerzuty przez robaki, ponieważ nikt go nigdy nie odwiedzał. A widzę, że każdy z was piwo ma...

Krzysztof Unrug: Dobrze powiedziane. Wojtek ma rodzinę, dzieci... Jasiek ma rodzinę, dzieci... Ja mam piwo.

JB: Wojtek ma rodzinę, dzieci... Ja mam rodzinę, dzieci, piwo... I wszystko w dupie (śmiech).

WF: Ludzie są bardzo różni. Wydaje mi się, że jakieś 80% społeczeństwa dotyka pewnego rodzaju połamanie emocjonalne... Czy to w dzieciństwie, czy może jakoś później mają taki krzywy rozwój... Może rzeczywiście częściej pojawia się u osób, które występują. Nie mogę powiedzieć, że tak nie jest.

Zauważyłem, że jak zaczynasz mówić, to rozwijasz myśl tak bardzo, że aż powstaje drzewko skojarzeń. Jesteś chyba jedną z tych osób, które najwięcej wplatają swojego światopoglądu do tekstów.

WF: I to jest taki problem (śmiech). Bardzo trudno jest pewne rzeczy przez to przekazać, nie możesz o nich mówić...

...na przykład?

WF: Nie trzeba się przesadnie odkrywać. Na przykład: „Ach, ten ojciec to mi przyłożył czasami!”. To znaczy, niby można o tym mówić, śmiejąc się, ale w takiej poważnej rozmowie nie wiem czy to jest odpowiedni moment... (westchnięcie) Ogólnie są różni ludzie, mają popierdolone we łbach... (śmiech) i próbują ten fakt jakoś okiełznać, wyrzucają z siebie tysiące różnych, dziwnych rzeczy.


Krzysztof Unrug

Wasze DVD powinno się nazywać "Stand-Up Polska: Hejterzy Życia". Jasiek ma wszystkich w dupie, ty mówisz, że wszyscy są popierdoleni...

KU: ...a ja po prostu piję.

A ty po prostu pijesz... Wracając do Warszawy. Trzeba przyznać, że to wy byliście pierwsi na scenie. No dobrze, było paru komików, których – jakby się dać pieprznąć rurą w łeb – można by nazwać stand-upperami, wiecie o kim mówię...

WF: Uknuliśmy nawet dla niektórych z nich taką nazwę: „Stand-Upolo”.

KU: A ty - jako, że zajmujesz się pisaniem o Stand-Upie, jesteś Stand-Upolog.

Też ładnie.

KU: jeszcze jest Stand-Upolot.

Stand-Up w samolocie?

KU: Albo stand-upper z polotem.

JB: A ja raz w górach byłem! W Gąsienicówce z tatą... Mam nawet do potwierdzenia pieczątki ze schronisk.

Dobrze, ale jak ja to wplotę do wywiadu? (śmiech)

JB: Ale ja mówię prawdę! 

(śmiech) A tak kontynuując myśl... Jesteście pierwszym pokoleniem, które robi to na poważnie. Dodajmy do tego Kacpra, Abelarda i parę innych osób. Zorganizowaliście najwięcej open-miców, występów i roastów. To wy zadbaliście o to, by jakieś podziemie istniało, i to wy dbaliście o to, by publika wychowała się na prawdziwym stand-upie, a nie – tak jak powiedzieliście – na stand-upolo.  Jak się czujecie ze świadomością, że między innymi to właśnie u was, w Warszawie, rodzi się polski stand-up? 

KU: Nie możemy sobie przypisać żadnych zasług. Ogólnie bardzo nam schlebia to, co mówisz, ale wydaje mi się, że wychowywanie publiczności będzie trwało jeszcze jakieś 25 lat – tak żeby można było powiedzieć, że stand-up jako gatunek w Polsce się przyjął.

WF: Stanie się tak wtedy, gdy odejdziemy od humoru postrzeganego kabaretowo - to znaczy, takiego w twardych ramach, typu: „wychodzi przebrany facet i coś tam sobie udaje”, a dojdziemy do autentyczności, która jest według mnie sednem stand-upu. To jest inne "wyłuskiwanie" humoru. Chociaż, moim zdaniem, Stand-Up był już w PRL-u. Na przykład Młynarski zapowiadał swoje występy sceniczne w bardzo ciekawy sposób.

JB: Jaruzelski też był dobry.

WF: (śmiech) Jaruzelski był najlepszy! Oni wszyscy na KC się śmiali, ale nie wtajemniczali w to społeczeństwa. Do tej pory wszyscy o tym mówią.

A odnośnie Open-Miców: widzicie na horyzoncie jakieś wschodzące gwiazdy polskiego stand-upu? Twarze, na które warto zwrócić uwagę?

JB: Jak najbardziej. Ja sam wypłynąłem się dzięki Open-Micom, więc nie mogę nic złego o nich powiedzieć. Często oglądam takie występy i widzę tam ludzi, którym za pierwszym razem zupełnie nie wychodzi, potem za drugim, trzecim i tak dalej. Ale gdy widzę człowieka, który mimo to wychodzi na scenę po raz czwarty, piąty i w końcu mu się udaje, to myślę: „kurwa, ten człowiek musi to robić!”. Gadałem z takimi ludźmi, pytałem czy to jest dla nich rozrywka, czy chwilowa zajawka, a oni na to: „Nie, przyjechałem do Warszawy za komedią. Chcę to robić i będę to robił”... No, kurwa, coś pięknego...

Historia rodem z Hollywood. Chris Rock umówił się z matką, że wyjedzie na rok do innego miasta w pogoni za marzeniami, a jeżeli mu się nie powiedzie, pójdzie do szkoły. Ale wy jednak nie położyliście wszystkiego na jedną kartę. Wszyscy macie jakieś poboczne projekty...

KU: Poboczne projekty to za dużo powiedziane. Dziadujemy po prostu (śmiech).

WF: Ja mam rodzinę i normalną pracę. Co mi w sumie czasami przeszkadza, by się totalnie wrzucić w te tryby stand-upu i jeździć po całej Polsce.


Jasiek Borkowski

A co z przypałami? Czy mieliście takie sytuacje, że po występie mówiliście: „Ja pierdolę, co to było”?

WF: Bardzo dziwna akcja była na eliminacjach do pewnego programu telewizyjnego, bo nie było tam publiczności. Nikt się nie śmiał, tylko jedna osoba i to za kulisami. Drugi przypał, który kojarzę, to krakowski festiwal PAKA, coś tam nie do końca zagrało. 

JB: Po ilu minutach zszedłeś?

WF: Miałem do wykorzystania 25, a po jakichś 15 skończyłem. Nie miałem wtedy dużego doświadczenia na scenie. Poza tym jest inaczej gdy występujesz w klubie, gdzie jest pełno ludzi obok siebie, a gdy występujesz w dużym pomieszczeniu. Ale to było dawno, dziś poszło nam bardzo fajnie, a przecież „jesteś tak dobry jak twój ostatni występ”.

KU: To ja zacznę od takich epickich przypałów... To na pewno będzie pierwszy sezon Comedy Central Prezentuje... drugi sezon Comedy Central Prezentuje... (śmiech)

WF: Ja uważam, że podczas tamtych występów było dużo lepiej, niż to zostało zmontowane.

KU: Tak, też tak myślę.

JB: Ja mój występ w Comedy Central chciałem usunąć z youtube'a, ale nie mogę. Podobno w umowie, którą podpisywaliśmy był taki punkt. Nie byłem tam sobą, chujnia totalna. Jestem w szoku, bo wycięto mi połowę występu, a przekleństwa zostały. Do tego miałem jeszcze taki występ w Śnie Pszczoły, gdzie niechcący spaliłem zbyt dużo nie-papierosów. Wyszedłem na scenę, myślałem, że będzie spoko, bo materiał miałem w małym palcu. Gadałem 30 minut, a może z 3 razy ktoś się na mnie w ogóle spojrzał (śmiech). Ale to też jest fajne doświadczenie, bo schodzisz ze sceny, mówisz „dziękuję”, a oni ci klaszczą, zbierasz hajs i wypierdalasz stamtąd (śmiech). A tak szczerze, to nienawidzę tego. Waldek Nowak mi tak powiedział:
„Jasiek, będziesz miał dobry występ, to będziesz go wspominał dwa dni. Będziesz miał zły występ, będziesz go rozpamiętywał dwa lata”.

WF: Dokładnie.

Miałem to samo. Słaby występ rok temu, a do tej pory go wspominam.

JB: Oczywiście. To jest trauma. I to jest piękne, że ludzie potrafią się po tym podnieść i wyjść ponownie na scenę. Bo porażka, to jest normalna rzecz.

WF: I o tym mówi nasza historia (śmiech).

Na youtubie można znaleźć występy nawet najlepszych Stand-Upperów zza oceanu, ich debiuty były zazwyczaj słabe. Louis C.K na przykład...

KU: Dokładnie, Louis C.K. na początku nie był specjalnie dobry.

No właśnie. I mimo wszystko zdobyli ten niewiarygodny poziom. W związku z tym mam
pytanie, które muszę zadać. Jakie są wasze inspiracje?

KU: Do niedawna Robin Williams, a ostatnio raczej nikt. Może jeszcze Kaczyński, on w sumie jest wielką inspiracją... Zawsze lubiłem komików, którzy naśladują, a co za tym idzie, wszelkie dźwiękonaśladownictwo. Na przykład Pablo Francisco, Robin Williams. Na pewno też Jim Carrey. To, co ten człowiek robi, to jest coś nieprawdopodobnego.

JB: To, co powiem, pewnie będzie trochę śmieszne, ale gdy zaczynałem występować, to niestety nie obserwowałem zagranicznego stand-upu. Dopiero Antek Syrek-Dąbrowski z Barbarą Feligą powiedzieli, że powinienem startować w Open-Micach, a ja jestem jak dziecko, jak ktoś mi mówi, że powinienem coś zrobić, to ja to robię. A jeszcze jak mnie ktoś po tym chwali to wiesz... (śmiech) Więc kiedy ktoś mi mówi „Ej Jasiek, ten żart to był w stylu Stinga, Matthew czy innego Jacksona”, to mi jest głupio, bo ja zazwyczaj nie mam pojęcia o kim mowa. Chociaż teraz z chęcią się dowiem. 

WF: Ja też nie mam raczej specjalnych autorytetów. Czerpię raczej z takiej ogólnoludzkiej śmieszności. 

W takim razie dzięki za wywiad.

[Jasiek nachyla się do mojej Nokii]

JB: Jak mi to, kurwa, skasujesz...

KU: Ja chciałem podziękować Nokii Finland, za skonstruowanie telefonu, który potrafi nagrywać 16 godzin materiału bez przerwy.


...no cóż, to ja się dołączam do podziękowań.

Rozmowę przeprowadził Northim Kismajes.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates