Ads 468x60px

niedziela, 27 października 2013

Kocham Stand-Up #4: Dave Chappelle - For What It's Worth


Czarni robią znakomity stand-up. Tak, to jest teza, bowiem nie znam żadnej osoby, która powiedziałaby: "stary, uwielbiam stand-up, tylko te czarnuchy... Czy one myślą, że są zabawne?". Oczywiście, że są.

Richard Pryor, Eddie Murphy i Chris Rock to jedne z najgłośniejszych (w przypadku Chrisa, dosłownie) postaci tego gatunku, przynajmniej w Polsce. Tuż za nimi plasuje się Kat Williams oraz Dave Chappelle. I to właśnie z tym ostatnim panem pragnę was zapoznać (a jeżeli już go kojarzycie, to sami wiecie, że warto go sobie przypomnieć).


For What It's Worth to specjał stworzony w 2004 roku dla telewizji Showtime. Dave wystąpił w San Francisco w słynnym The Fillmore Auditorium, gdzie przez kilka pierwszych minut rozkręcał się, rzucając żarty o miejscu, w którym przyszło mu wystąpić. Jednak już niedługo potem Chappelle zaczyna z grubej rury (po obejrzeniu  występu docenicie tę jakże wyszukaną grę słowną) i opowiada jeden ze swoich sztandarowych monologów, w którym jest zakładnikiem w autobusie.

Dave posiada przede wszystkim lekkość do nakreślania zabawnych historii. Mamy zarówno komików-obserwatorów, jak i stand-upperów operujących czarnym humorem, a także tych, rzucających one-linerami jak z rękawa. Chappelle zdecydowanie najlepiej sprawdza się w roli storytellera. Jego abstrakcyjne i odważne opowiadania (tylko komik o klasie Chappelle'a może opowiedzieć równie prymitywną historyjkę, uzyskując przy tym szczery entuzjazm publiki) pozostają w głowie na dłużej i to właśnie z nimi lubię go utożsamiać.

Nie ma tutaj za wiele obserwacji społeczno-politycznych, Dave raczej nie stara próbuje prowokować poważnych dyskusji. Najważniejsze jest wydurnianie się i szczery śmiech, a jeżeli występ przy okazji zostanie okraszony jakimś niegłupim przemyśleniem, tym lepiej.

Swoją drogą, zwróćcie uwagę z jaką gracją Dave przechodzi z tematu na temat. Wielu komików tworzy jakieś kruche pomosty łączące kolejne żarty na siłę. Tutaj każdy przeskok tematyczny jest uzasadniony nie tylko kontekstem, ale i żartem, co nadaje monologowi nieprawdopodobnej płynności.

Fanowskie tłumaczenie, jak to często bywa, jest bardzo przeciętne (apostrofy!), ale jeżeli ktoś naprawdę go potrzebuje, to z pewnością je doceni, zwłaszcza, że tłumacz pokusił się o dodanie wszelkich adnotacji i odnośników, które osobom nieobeznanym w amerykańskiej kulturze na pewno ułatwią zrozumienie żartów, a tym samym umilą seans.

To na pewno nie ostatni raz kiedy wspominam o Dave'ie, zatem kończę ten przydługi wstęp i zachęcam was do oglądania.

Smacznego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates