Ads 468x60px

środa, 19 listopada 2014

Kilka podcastów, których warto posłuchać

W jednej z ostatnich notek napomknąłem o tym, dlaczego lubię podcasty. Teraz pora na rozwinięcie tej myśli - otóż dają one złudzenie uczestnictwa w "prawdziwej", ciekawej dyskusji. Szczególnie, jeżeli trafisz na dobrą audycję, gdzie osoby prowadzące są dobrze przygotowane merytorycznie, a ich znajomość danej dziedziny jest rozległa; to jeden z najprzyjemniejszych sposobów na pogłębianie wiedzy na temat swojego hobby. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się ze zjawiskiem podcastingu lub jesteście ciekawi nowych wrażeń i audycji, zapraszam do mojego krótkiego przewodnika po kilku, najciekawszych moim zdaniem, audycjach. Pamiętajcie, kolejność nie ma znaczenia. A jeżeli macie jakieś swoje propozycje, z chęcią je sprawdzę.

niedziela, 2 listopada 2014

WTF with Marc Maron (Wielka księga rzeczy, których nie znasz a powinieneś #1)

Jadąc do pracy czy na uczelnię, lubię sobie poczytać jak wszyscy. Problem jest taki, że tramwaje i autobusy, którymi dojeżdżam, są najczęściej tak zatłoczone, że nie mogę komfortowo stać w miejscu, nie mówiąc już o zanurzeniu się w lekturze. Z pomocą przychodzi mi wtedy mój ukochany Kindle, czytnik e-booków. Niestety, ten zmarł ostatnio śmiercią tragiczną i bolesną. W takim wypadku zakładam na uszy słuchawki. I - o dziwo! - nie słucham muzyki, a przynajmniej nie zawsze. Coraz więcej uwagi i quasi-wolnego czasu poświęcam na podcasty, czyli coś, co można by nazwać audycjami radiowymi, które możecie w każdej chwili pobrać z internetu i posłuchać z odtwarzacza mp3 lub telefonu. Pewnego dnia zrobię listę programów, jakich regularnie słucham, dziś jednak skupię się na jednym z nich.

wtorek, 28 października 2014

Hip-hop i Stand-up w jednym stali domu - część 3

Mam nadzieję, że oczekiwaliście nowej części tekstu traktującego o podobieństwach hip-hopu i stand-upu przynajmniej w połowie tak jak ja. Jeżeli natomiast ten tytuł jest dla was czymś zupełnie nowym, zachęcam do przeczytania pierwszego oraz drugiego epizodu. Jestem świadomy tego, że moje ostatnie spostrzeżenia były dość ogólne i przy niewielkim wysiłku można by znaleźć inne gałęzie rozrywki, które w co najmniej równym stopniu korespondują ze stand-upem bądź rapem; dlatego dzisiaj będzie mniej światopoglądowo, zamiast tego podam więcej przykładów krzyżowania się wyżej wymienionych.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Recenzja: Bo Brunham - what.

Imię i nazwisko tego młodego chłopaka obiło mi się kilka razy o uszy, niemniej niespecjalnie spieszyłem się, żeby zapoznać się z jego twórczością. W końcu co może zaoferować mi jakaś śpiewająca gwiazdka youtube'a? W ogóle jak to brzmi, a idź pan stąd. Jednak po pewnym czasie ugiąłem się pod ciężarem mojej ciekawości. Wszędzie czytałem, że jeśli cenię Stephena Lyncha i Tima Minchina (a cenię bardzo, nie ukrywam), to na pewno przekonam się do tego dzieciaka. No i zaryzykowałem. Odpaliłem jego występ i opadła mi kopara, bowiem na początku faktycznie chce się powiedzieć klasyczne, internetowe "co".

niedziela, 24 sierpnia 2014

Hip-hop i Stand-up w jednym stali domu - część 2

Wróćmy do dyskusji na temat podobieństwa Rapu oraz Stand-Up Comedy. Poprzednią część zakończyłem, konstatując jak ważne są w tych gatunkach emocje i oryginalność. Mimo wszystko, jest jedna cecha, która - w skrajnych przypadkach - potrafi przyćmić te dwie wyżej wspomniane, co wcale nie oznacza, że nie mogą one ze sobą znakomicie współgrać. Chodzi mi o rzecz banalną, wyświechtaną i obecnie chyba rzadko braną na poważnie, a mianowicie autentyczność.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Hip-hop i Stand-up w jednym stali domu - część 1

Rap i Stand-Up Comedy. Te dwie dziedziny sztuki, które zawładnęły moją wyobraźnią oraz wolnym czasem, są według mnie zadziwiająco tożsame. Odkąd tylko poznałem obie gałęzie rozrywki, mariaż ten wydaje mi się naturalny, szczególnie w przypadku polskich odmian tychże. Abelard Giza, jeden z najważniejszych polskich stand-upperów, postrzega znakomity utwór Bisza pt. "Pollock" za swego rodzaju hymn stand-upu (również myślę, że coś w tym jest). Jacek Stramik, młody (jeszcze się porusza o własnych siłach), gniewny polskiej komedii, opisuje w jednym z wywiadów ich podobieństwo, a Antek Syrek-Dąbrowski, komik kompletnie nie interesujący się tą muzyką, przyznał mi kiedyś, że on także widzi tutaj pewną zależność.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Czyściec

Wpuść mnie do środka. Tutaj śnieży, deszcz siecze, trzęsę się z zimna. No dalej, zepsuje mi się fryzura, tyle czasu ją układałem... Drapię w te drzwi jak pies wyrzucony na zewnątrz za nadmierne łaszenie się do gości. Węszę, gryzę i piszczę smutno. Mów mi Hachikō.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Wielka księga rzeczy, których nie znasz a powinieneś - prolog

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest najrozsądniejszy pomysł, jeżeli chodzi o nową serię na blogu. Ludzie czytają (a co jeszcze istotniejsze od strony praktycznej - klikają w) notki i recenzje, których tytuły coś im mówią. Korwin-Mikke daje takiego klapsa Bonusowi BGC, że ten musi udać się do Warsaw Show w celach rehabilitacyjnych. O.S.T.R., Miuosh, Diox, Mercedes i Szafiarki - lifestyle'owa orgia na Mundialu. Jaką literą greckiego alfabetu jest twój ulubiony raper? Nie bawi mnie to od dłuższego czasu. Owszem, lubię się wypowiedzieć na temat głośnej płyty lub filmu, ale zazwyczaj jestem na tyle przytłoczony kampanią reklamową lub powszechną dyskusją na dany temat, że mimowolnie włączam tryb "ignoruj" i czekam aż internauci ostygną od emocji i powszechny boom ucichnie.

środa, 9 lipca 2014

Recenzja: Jim Jefferies "Alcoholocaust"

Przyznaję szczerze, że nigdy raczej nie przepadałem za Jimem Jefferiesem, australijskim komikiem, który - o dziwo! - stał się w "naszym" internecie jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowego stand-upu. Nie do końca odpowiada mi jego delivery, czyli forma przedstawiania dowcipów. Lubię kiedy ktoś rzuci bezczelną, oburzającą puentę w dobrze przemyślanym, nieoczekiwanym momencie; wywiera ona wtedy na mnie duże wrażenie na bazie kontrastu lub zwykłego szoku (właśnie ten zabieg łączy ze sobą dwa pozornie przeciwstawne gatunki: komedię oraz horror). To coś jak cios szpadą, który - dobrze wycelowany - przebija serce. Jim Jefferies jest jednak jak człowiek władający maczetą: tnie na oślep, przez co raz trafi a raz nie. Tym samym najczęściej zadane rany są powierzchowne, ale raz na jakiś czas ostrze trafia tam gdzie należy, a zamach jest na tyle silny, że faktycznie może odciąć głowę jednym cięciem.

Z tego powodu długo nie mogłem się przemóc by obejrzeć cały jego występ. Czynnikiem zapalnym, który ostatecznie mnie przekonał do wpisania magicznych słów do youtube'owej wyszukiwarki, okazał się jeden z odcinków znakomitego podcastu "Joe Rogan Experience", w którym zagościł i najzwyczajniej w świecie ujął mnie swoją charyzmą, przekonując, że jest całkiem inteligentnym facetem. "Cóż, spróbować nie zaszkodzi" pomyślałem, a następnie zabrałem się do oglądania.

poniedziałek, 12 maja 2014

Golgota


Z ust wydziera mi się przenikliwy syk. Tak, jakby łapczywie wciągane powietrze miało być balsamem na nieposkromiony ból. Buty, a przynajmniej to, co nimi teoretycznie powinno być, bezlitośnie ocierają moje stopy. Do krwi. Kurz, wzbity coraz bardziej niezdarnymi krokami, zasypuje mi rany, tworząc osobliwy plaster. Coś jak lek na AIDS, wstrzykiwany igłą używaną wielokrotnie przez najmniej wybrednych ćpunów w okolicy. Lecz to nie nogi bolą.

niedziela, 30 marca 2014

Wypolerujcie mi koronę

Mawiają, że złośliwość wraz z ironią to broń dzierżona przez inteligentnych ludzi. Problem w tym, że niestety kompletnie nieskuteczna. Taka wyżej wspomniana ironia na przykład, jeżeli jest zastosowana poprawnie, zgodnie z ulotką znajdującą się w opakowaniu oraz po skonsultowaniu się tak z lekarzem jak i farmaceutą, jest niewykrywalna dla ludzi z zupką chińską chlupoczącą pod czaszką. Prawda?

Prawda. Ale nie w tym tkwi problem.

niedziela, 23 marca 2014

Coś się kończy, coś się zaczyna

Witajcie. Przerwa w prowadzeniu bloga miała być w założeniu krótka, ale jak zwykle zamuliłem. Nie będę już przepraszał, bo opóźnienia to piąty element hip-hopu, udowadniam tym samym swoją prawdziwość. Ostatecznie uznałem, że przerwa spowodowana prywatnymi sprawami, o których nie warto tutaj mówić, może wyjść temu blogowi na dobre. Zamknąłem facebookowy fanpage, zamknąłem blogi (Northima Kismajesa oraz Planetę Stand-Up), a wszystko po to by przeprowadzić bardzo dużą zmianę. Miałem do wyboru dwie opcje: zrezygnować z tego bloga lub go odmienić. Jak widzicie wybrałem tę drugą, od tej chwili wracam do korzeni. Być może kilka osób pamięta jeszcze mojego starego bloga, w brązowej szacie graficznej, noszącego tytuł "O wszystkim i o niczym". Właśnie do tego wracam. Już nie czytacie hip-hopowego bloga. Nie znajdziecie też mojego bloga o stand-upie.

środa, 1 stycznia 2014

Roast, czyli humor wprost z czeluści piekła cz. 1


Uwielbiamy śmiać się z innych. To nie opinia tylko fakt. Absolutnie każda osoba, która kiedykolwiek postawiła stopę (bądź kółka, w skrajnych przypadkach) na tej ziemi, czerpie w mniejszym lub większym stopniu przyjemność z nieszczęścia innej osoby. U niektórych uśmiech na twarzy wywoła człowiek, który poślizgnie się na skórce od banana, u innych taka, która zrobi z siebie kompletnego debila na youtube, bądź zapomni słów hymnu narodowego w nieodpowiednim momencie. Dogryzanie ludziom ma bogatą tradycję, zwłaszcza w Ameryce. To właśnie tam od zawsze ignorowano półśrodki i z miejsca mówiło się co komu leży na wątrobie. Nieważne czy mówimy o kłótniach Ala i Marcy w "Świecie według Bundych", o kąśliwych uwagach doktora House'a wobec pacjentów, czy nawet podwórkowych żartach z cyklu "yo momma's so fat...". Humor zawsze bierze się z nieszczęścia, co jest nieprawdopodobnie szlachetne, jako że emocje negatywne, takie jak ból, zakłopotanie i smutek, można przekuć w szczery śmiech i radość. Tylko jeszcze nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę.
 
Blogger Templates