Ads 468x60px

piątek, 13 stycznia 2012

Wywiad: Krzysztof Unrug


Krzysztofa Unruga poznałem kilka miesięcy temu w warszawskim Resorcie podczas mojego pierwszego Open-Micowego występu. Miałem okazję ponabijać się na scenie z jego nazwiska, a także pośmiać z jego żartów podczas gdy to on przejmował mikrofon, by zapowiedzieć kolejnych stand-upperów. Zaskakująco przyjazny i otwarty facet, ma w sobie coś takiego, że po rozmowie z nim wszedłem na scenę dużo bardziej spokojny i pewny siebie. Chciałem z nim przeprowadzić wywiad już od dłuższego czasu, jednak było to utrudnione przez fakt, że mieszkam w Gdańsku, a nie Stolicy. Wszelki kontakt siłą rzeczy musiał zostać ograniczony do wirtalnego. Ale jak to mówią nasze babcie: Nie ważne jak, ważne w co... to znaczy, co. Tak więc zapraszam was do przeczytania kolejnego wywiadu. Przed wami Krzysztof Unrug.

Grupie Stand-Up Polska wiedzie się coraz lepiej. Niedawno miała swoje pierwsze urodziny, uświetnione Roastem Huberta Urbańskiego. Powoli się rozkręcacie i jeździcie po kraju promując gadanie do mikrofonu w akompaniamencie śmiechu. Skąd się wzięła ta incjatywa? 

Był październik 2008, chlałem na umór i zapisywałem różne bzdury, którymi częstowałem znajomych podczas libacji. W końcu za namową Elki Wycech zaczęliśmy organizować wieczorki z monologami w "Ustach Mariana", czyli dawnej Tombie.

A jak wyglądały początki zebrania obecnego składu waszej paczki?

Elka wyłuskała, chyba z GoldenLine, Czarka i Karola. Potem "Usta" padły, a my wraz z Maćkiem Adamczykiem zaczęliśmy występować w "Naparstku" - knajpce w Centralnym Basenie Artystycznym i (ku naszemu zdziwieniu) zaczęliśmy zapełniać salę. Z początku głównie naszymi znajomymi. Potem zaczęli dołączać następni widzowie i wykonawcy.

A jak było z Roastem Huberta? Jak wam w ogóle udało się go zwerbować? Miał jakieś opory, obawy?

Antek, Czarek i Przemek występowali w programie dla HBO pt. "Stand-Up Comedy Club", który prowadził Hubert. I okazało się, że zgodził się na tę formę. Znaliśmy się na "Cześć, cześć", ale po kilku spotkaniach okazało się, że Hubert ma jaja i nie weźmie sobie wszystkiego do wątroby, bo jest najzwyczajniej spoko milionerem. Tacy też się zdarzają.

Pamiętam mój pierwszy występ w Resorcie. Podszedłem wtedy do ciebie, żebyś mnie zapisał na Open-Mic i zapowiedziałem, że mogę powiedzieć o tobie parę nieprzyjemnych słów. Odparłeś, że nie ma sprawy. Spodobało mi się to, bo pokazałeś, że masz dystans do siebie, a znam osoby, które uznałyby, że atakując lepszych próbuję się wypromować. Czy masz jakieś tabu, tematy z których uważasz, że nie wolno żartować? Ustalasz sobie granice, których nie chcesz przekroczyć?

Lepszych? Raczej innych. Każdego bawi co innego. Ja raczej nie mam nic do stracenia, więc tabu też dla mnie nie ma. Zresztą po co tworzyć sobie sztuczne ograniczenia. Wszelkie granice są tylko w naszych umysłach.

No to teraz pora na coś pretensjonalnego. Na pewno masz jakichś swoich stand-upowych idoli. Ten blog ma także "misję edukacyjną", tak więc pochwal się jacy komicy ciebie bawią najbardziej i mają  największy wpływ na to, jak "gadasz".

Z USA na pewno Robin Williams, Lewis Black, Louis CK i legenda tzw. Insult Comedy (dla zielonych - odłam komedii polegający na obrażaniu wszystkich i wszystkiego. Nawet, a może nawet przede wszystkim, widzów - przyp. Northim) czyli Don Rickles. Gość występuje od 54 lat! Z polskich chyba tylko Wojciech Mann.

A teraz wybacz, bo po prostu jestem cholernie ciekawy - o co chodzi ze Skittlesami?! I dlaczego akurat one? (śmiech)

Akcja ze Skittelsami to po prostu kolejny projekt reklamowy, jako, że na Stand-Upie zarabiam mało...

Dużo występujesz, często także w roli konfenansjera podczas Open-Miców i innych imprez. Jak uważasz, z perspektywy osoby zajmującej się Stand-Upem profesjonalnie, czy popularność tego gatunku jest w stanie urosnąć na tyle, by dogonić Kabarety? Nie wydaje ci się, że Polacy patrzą na ten gatunek z pewną obawą (żeby nie powiedzieć odrazą) uważając, że to nie jest sztuka, tylko jakaś prostacka forma rozrywki zabrana prosto z podwórka?

Boję się tego, że Polacy boją się nowych rzeczy. Kabaretu od początku lat 90. nie trawię. Kabaret w tym kraju poza kilkoma wyjątkami to wlaśnie "jakaś prostacka forma rozrywki zabrana prosto z podwórka". Mnie bawi zaskoczenie, twist i postmodernistyczna szydera, żarty które mają drugie i trzecie dno, choćby miały zawierać zwroty powszechnie uważane za obraźliwe. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, mamy wolność słowa, a festiwal hipokryzji który serwują nam jakieś przedziwne ciała konstytucyjne typu KRRiT jest sprzeczny z jakąkolwiek demokracją.

Masz bardzo specyficzny niski głos, bardzo dobrze naśladujesz choćby Makłowicza i Knapika, a z tego co wyczytałem bawiłeś się także w dubbing w grach wideo. Czy to tylko jednorazowa zachcianka, czy jednak coś, z czym wiążesz nadzieje na dalszą karierę?

Ja często pracuję jako lektor, raz w grach, raz w reklamach. Jako, że Jarosław Boberek trzęsie tym rynkiem (i słusznie, bo jest mistrzem), dostaję raczej małe partie. Ale może kiedyś zdubbinguję Cruellę deMon w filmie 109 Dalmatyńczyków.

Jakieś ostatnie parę słów na koniec, dla czytelników?

Spokojnie, kochajmy się. Jest OK.




Rozmawiał Northim Kismajes

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates