Ads 468x60px

poniedziałek, 12 maja 2014

Golgota


Z ust wydziera mi się przenikliwy syk. Tak, jakby łapczywie wciągane powietrze miało być balsamem na nieposkromiony ból. Buty, a przynajmniej to, co nimi teoretycznie powinno być, bezlitośnie ocierają moje stopy. Do krwi. Kurz, wzbity coraz bardziej niezdarnymi krokami, zasypuje mi rany, tworząc osobliwy plaster. Coś jak lek na AIDS, wstrzykiwany igłą używaną wielokrotnie przez najmniej wybrednych ćpunów w okolicy. Lecz to nie nogi bolą.


Nieść krzyż, odczuwając ból w krzyżu. O ironio, godna najwznioślejszych pochwał i najgorętszych łez! Mógłbym odrzucić ten kawał drewna w cholerę. Ale ludzie na mnie liczą... Nie liczą? Cóż, ja na siebie liczę. Poza tym, to nie w krzyżu łupie tak bardzo.

Obok mnie idzie podobny nieszczęśnik. Zamiast krzyża, toczy głaz. Biedak, jeszcze nie wie...

Dobry człowieku, widzę, że krępy z ciebie chłop. Mógłbyś mi pomóc nieść ten balast, muszę złapać oddech? Jak to, dobrze ci idzie? Trzymasz za mnie kciuki? To bardzo miłe, ale...

Cholera.

Ile to powinno być tych stacji? Nie mam już sił, chyba nie dam rady dojść do ostatniej. Dobra kobieto, otrzesz pot, krew i łzy z mojej twarzy? Widzę, że masz chustę... Ja wiem, że do nosa, ale... Na zdrowie.

A wy, drogie panie, co tutaj robicie? Ten popcorn pachnie wyśmienicie, mógłbym skosztować? Spokojnie, nie zarazicie się moim nieszczęściem, to nie tak działa empatia. Cóż, w takim razie smacznego.

Do moich uszu dobiega przeraźliwy hałas. Szum, gruchot łamanych kości, wrzask i euforyczne okrzyki. Spoglądam w prawo. Zbliżam się do szczytu, szkoda, że nie można tego powiedzieć o Syzyfie.

Jeszcze kilka metrów, jeszcze kilka kroków, jeszcze tylko trochę... Udało się. Niemiłosierny skwar smaga moją twarz płomieniami, aż pot paruje na czole. W powietrzu unosi się tylko kurz i słodki zapach krwi. Uśmiecham się szeroko. Teraz już z górki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates