Ads 468x60px

poniedziałek, 14 lipca 2014

Wielka księga rzeczy, których nie znasz a powinieneś - prolog

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest najrozsądniejszy pomysł, jeżeli chodzi o nową serię na blogu. Ludzie czytają (a co jeszcze istotniejsze od strony praktycznej - klikają w) notki i recenzje, których tytuły coś im mówią. Korwin-Mikke daje takiego klapsa Bonusowi BGC, że ten musi udać się do Warsaw Show w celach rehabilitacyjnych. O.S.T.R., Miuosh, Diox, Mercedes i Szafiarki - lifestyle'owa orgia na Mundialu. Jaką literą greckiego alfabetu jest twój ulubiony raper? Nie bawi mnie to od dłuższego czasu. Owszem, lubię się wypowiedzieć na temat głośnej płyty lub filmu, ale zazwyczaj jestem na tyle przytłoczony kampanią reklamową lub powszechną dyskusją na dany temat, że mimowolnie włączam tryb "ignoruj" i czekam aż internauci ostygną od emocji i powszechny boom ucichnie.

środa, 9 lipca 2014

Recenzja: Jim Jefferies "Alcoholocaust"

Przyznaję szczerze, że nigdy raczej nie przepadałem za Jimem Jefferiesem, australijskim komikiem, który - o dziwo! - stał się w "naszym" internecie jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowego stand-upu. Nie do końca odpowiada mi jego delivery, czyli forma przedstawiania dowcipów. Lubię kiedy ktoś rzuci bezczelną, oburzającą puentę w dobrze przemyślanym, nieoczekiwanym momencie; wywiera ona wtedy na mnie duże wrażenie na bazie kontrastu lub zwykłego szoku (właśnie ten zabieg łączy ze sobą dwa pozornie przeciwstawne gatunki: komedię oraz horror). To coś jak cios szpadą, który - dobrze wycelowany - przebija serce. Jim Jefferies jest jednak jak człowiek władający maczetą: tnie na oślep, przez co raz trafi a raz nie. Tym samym najczęściej zadane rany są powierzchowne, ale raz na jakiś czas ostrze trafia tam gdzie należy, a zamach jest na tyle silny, że faktycznie może odciąć głowę jednym cięciem.

Z tego powodu długo nie mogłem się przemóc by obejrzeć cały jego występ. Czynnikiem zapalnym, który ostatecznie mnie przekonał do wpisania magicznych słów do youtube'owej wyszukiwarki, okazał się jeden z odcinków znakomitego podcastu "Joe Rogan Experience", w którym zagościł i najzwyczajniej w świecie ujął mnie swoją charyzmą, przekonując, że jest całkiem inteligentnym facetem. "Cóż, spróbować nie zaszkodzi" pomyślałem, a następnie zabrałem się do oglądania.
 
Blogger Templates