Ads 468x60px

wtorek, 28 października 2014

Hip-hop i Stand-up w jednym stali domu - część 3

Mam nadzieję, że oczekiwaliście nowej części tekstu traktującego o podobieństwach hip-hopu i stand-upu przynajmniej w połowie tak jak ja. Jeżeli natomiast ten tytuł jest dla was czymś zupełnie nowym, zachęcam do przeczytania pierwszego oraz drugiego epizodu. Jestem świadomy tego, że moje ostatnie spostrzeżenia były dość ogólne i przy niewielkim wysiłku można by znaleźć inne gałęzie rozrywki, które w co najmniej równym stopniu korespondują ze stand-upem bądź rapem; dlatego dzisiaj będzie mniej światopoglądowo, zamiast tego podam więcej przykładów krzyżowania się wyżej wymienionych.

Wspomniałem przedtem, że to właśnie polskie poletko wydaje mi się najbardziej transparentnym łącznikiem tego duetu; dlaczego więc wymieniłem niemal wyłącznie amerykańskich artystów? Polski rap jest jeszcze młody, możemy pobawić się metaforami i powiedzieć, że to dopiero nastolatek, uczący się życia i zaczynający odkrywać w sobie nowe pokłady pewności siebie. Już nie wyżyma on swoich rodziców w celu uzyskania kieszonkowego, lecz uczciwie sobie dorabia, a co za tym idzie, powoli zaczyna być postrzegany przez społeczeństwo jako nieco zdziecinniały, ale już jednak obywatel. W przeszłości bardzo często się buntował, czasami nawet wtedy, gdy nie miał ku temu wyraźnego powodu. Hip-hop odzwierciedlał pewnego rodzaju mentalność słuchaczy, którzy do tej pory uprzykrzają swym kamratom tę kulturę. Stand-up jest zaś, w mojej opinii, jego młodszym bratem, który zdaje się popełniać te same błędy.



Póki co, jest to gatunek traktowany po macoszemu; telewizja traktuje go raczej jako ciekawostkę, a starsi uznani twórcy widzą w nim coś ewidentnie gorszego - w końcu to takie wulgarne, płytkie i bezpośrednie. Część entuzjastów stand-upu uwielbia podkreślać jego odrębność względem choćby kabaretu (co rozumiem i popieram) oraz stara się wmówić innym, że musi koniecznie nieść jakieś przesłanie (co już mnie się wydaje dziecinadą), bunt czy też sławetną prawdę, która przewijała się w naszym rapie częściej niż kasety wideo pod koniec ubiegłego wieku. Tylko czekać aż zaszufladkujemy się na własne życzenie, a komedia na stojaka stanie się setnym z kolei "głosem pokoleń".

Bisz, Katarzyna Piasecka i Abelard Giza
Inną sprawą jest potworek ochrzczony niegdyś pogardliwie hip-hopolem. Wytwór sztukopodobny, kreowany przez miłych chłopców, kastrujących rap z całej jego bezkompromisowości. Dodajmy do tego schlebianie niskim gustom oraz chęć przypodobania się małoletnim fankom i otrzymacie... no właśnie, co? W końcu niektórzy twierdzą, że tak samo raczkuje już u nas stand-upolo. "Uładniony" monolog nie przejawia się brakiem wulgaryzmów czy unikaniem niewybrednych tematów; chodzi raczej o asekuracyjne podejście do tworzenia tekstów. Bez ryzyka, bez osobowości, typowy crowd pleasing, który znamy z co słabszych one man show. Istnieją twórcy, którzy faktycznie mają dar do tworzenia niezobowiązujących dziełek i nie ma w tym bynajmniej nic złego. Odnoszę jednak wrażenie, że niektórzy utalentowani ludzie wykorzystują ignorancję artystyczną maluczkich dla zdobycia taniej popularności, napchania kieszeni czy też zaspokojenia swojej próżności. Mam nadzieję, że ta tendencja jest jedynie dzieckiem mojej przewrażliwionej wyobraźni. Tak czy inaczej, jest to temat na zupełnie osobną dyskusję, którą - mam nadzieję - kiedyś jeszcze podejmiemy.

Istotną częścią stand-upu jest improwizacja. Istotną, ale nie nieodłączną. Podobnie jak dobry raper nie musi freestyle'ować (O mój Boże, co mi ten freestyle pomoże/czy łatwiejszy do zgryzienia będzie orzech? - nawinął niegdyś Waldemar Kasta), czyli rapować na poczekaniu, bez wcześniejszego przygotowania tekstu, tak dobry komediant wcale nie musi opierać swojego materiału wyłącznie na konfrontacji z publiką (Amerykanie mówią na to ładnie crowd work). Są jednak asy, które potrafią wykorzystać całą swoją błyskotliwość, wyobraźnię i pewność siebie, by - mieszając je z energią pozyskaną od publiki - uzyskać zupełnie nową jakość.

Nie zdziwiło mnie, gdy dowiedziałem się, że Muflon, doskonały rapowy improwizator, jest fanem stand-upu. Co ciekawe, pojawił się on gościnnie na wieczorze improwizacyjnym zorganizowanym przez grupę Hofesinka. Faktycznie, jest to już nieco inna forma sceniczna, ale warto nadmienić, że Hofesinkę współtworzy trzech stand-upperów: Antoni Syrek-Dąbrowski, Karol Kopiec oraz Wojciech Fiedorczuk. Wracając do raperów, inny znakomity freestyle'owiec wyznał mi kilka lat temu, że sam ma w planach wystąpić na scenie ze swoim monologiem. Nie wiem czy w końcu to zrobił, dlatego postanowiłem pominąć jego ksywkę, niemniej jestem pewien - mając w pamięci jego charyzmę i szalony wit na mikrofonie - że fantastycznie poradziłby sobie także na tym polu.


Kolejnym specyficznym gatunkiem komediowym są roasty, o których szerzej wypowiedziałem się w osobnej notce. Raperzy również mają swój ring, na którym mogą żartować, ale też obrażać i mówić najbardziej paskudne rzeczy, jakie tylko przyjdą im do głowy. Mowa tutaj oczywiście o beefach i dissach, czyli konfliktach między raperami oraz utworach, w których krytykują, często w niewybredny sposób, innego wykonawcę. W Polsce swój roast miał raper oraz fristajlowiec Gospel, a w Stanach Zjednoczonych mogliśmy na przykład zobaczyć jak Snoop Dogg zabija publiczność oraz zaprzyjaźnionych komików swoim fantastycznym delivery (o żartach nie wspominam, gdyż wątpię by to on był ich autorem).

Przejdźmy jednak do komedii w szerszym znaczeniu, zostawiając na chwilę czysty stand-up. Nie mogę w końcu nie wspomnieć o odłamie muzyki hip-hopowej, znanym nam pod nazwą comedy rap. Na szerszą skalę tworzył go między innymi Jon Lajoie, Ali G, a nawet - w nieco mniejszym stopniu - Eminem. We Francji dużą popularność uzyskał Michaël Youn, komik, który w 2007 roku znakomicie wyśmiewał ówczesne trendy i zacietrzewienie rapu, rapując pod pseudonimem Fatal Bazooka.



W Polsce żartobliwe (i raczej nieudane) utwory hip-hopowe nagrały takie zespoły jak Letni Chamski Podryw, Nagły Atak Spawacza czy V-Unit. Młody stand-upper z Gdańska, Van Bendler, również nagrał dwa numery utrzymane w niepoważnym tonie. Nie da się jednak ukryć, że najciekawszymi śmieszkami na naszej scenie są osoby, będące przede wszystkim raperami: Dwa Sławy, Łona, Afrojax, Wuwunio i Świntuch.



Podobieństw między tymi dwoma braćmi jest według mnie znacznie więcej, chociaż jest to teza, o którą można się łatwo pokłócić. Przecież równie wiele korelacji znajdziemy między stand-upem a rockiem, czy też rapem a boksem (przyjmijmy, na potrzebę przykładu, że za parę lat walki bokserskie będą rozgrywać się już tylko na facebooku). Ale nawet jeżeli Władysław Sikora, artysta współtworzący niegdyś wspaniały kabaret Potem, widzi tutaj pewną zależność, nie należąc przy tym do żadnego z tych środowisk, to warto chociaż pochylić się nad tym zagadnieniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates