Ads 468x60px

piątek, 16 stycznia 2015

Mike Birbiglia - My girlfriend's boyfriend (Wielka księga rzeczy, których nie znasz a powinieneś #2)

Mike Birbiglia jest obecnie jednym z najwybitniejszych reprezentantów światowego stand-upu, kropka. Yes, I said it! In Gdańsk Poland, I said that shit. Ten niepozorny gość o aparycji podstarzałego highschoolowego miernoty, którego można byłoby w najlepszym wypadku określić przymiotnikiem lame, okazuje się fantastycznym, piekielnie utalentowanym storytellerem. Jego najnowsze dziełko, "My Girlfriend's Boyfriend", jest rozwinięciem poprzednich dokonań Mike'a, znanych z "My Secret Public Journal" czy "Sleepwalk with me" (special, film i książka, to był rozmach!). To, co może wielu zaskoczyć, to fakt, że najnowszy specjał jest jedną wielką historią. Bardzo rozbudowaną, z pewnymi dywagacjami, ale wciąż stanowiącą spójną całość, posiadającą swój morał, tempo narracji oraz swoje niepowtarzalne pomysły.

Birbiglia. Od jego nazwiska bardziej oryginalne jest tylko jego poczucie humoru. Czasami rzuca kilka brzydkich słów, ale stworzył zaskakująco czysty materiał. A przy tym cholernie dojrzały, niosący bardzo ciekawe i niełatwe do zaakceptowania przesłanie. Można z nim się nie zgadzać - tak jak ja - ale należy przyznać, że to historia z sensowną pointą. "My Girlfriend's Boyfriend" to taka gawędziarska komedia romantyczna, z silnym motywem miłosnym, zwrotami akcji i dużą dawką humoru. Punktem wyjściowym całego materiału jest autentyczny wypadek samochodowy, w którym brał udział Mike. Przy pomocy tego wydarzenia, komik tworzy klamrę kompozycyjną, której uzasadnieniem jest retrospekcyjna historia związku, którą opowiada nam komik. Niewiele tutaj klasycznych dowcipów typu setup + puenta = śmiech + ewentualne podbicia humorystycznej stawki za pomocą dodatkowych punchline'ów. Bawi nas przede wszystkim lekkie, ciapowate delivery, podszyte domieszką anty-humoru, którego nie potrafiłby zaprezentować w podobny sposób nikt inny.

Marc Maron, w fantastycznym wywiadzie z Birbiglią, przyznał, że nie przepadał za bohaterem dzisiejszego tekstu, gdyż był do niego uprzedzony. Jego siostra pracowała w stacji HBO (gdzie się ukazuje wiele znakomitych speciali i programów stand-upowych), przez co pojawiały się opinie, że Mike ma ułatwione zadanie, jeżeli chodzi o przebicie się do świadomości odbiorców (swoją drogą, ta sytuacja może nam delikatnie przypominać pewne osoby z polskiego podwórka). Oczywiście to nieprawda, co przyznał sam Marc, przepraszając Birbiglię w swoim podcaście; przyznał, że Birbiglia jest skrupulatny, ambitny i uczciwy. Słowem, spłacił swój street credit, że tak pozwolę sobie sięgnąć po hip-hopową nomenklaturę. Zdecydowanie da się to spostrzec na tym występie: wspaniały kontakt z publiką (warto tutaj sięgnąć po wersję video występu, w której mamy dodatkowe sceny względem płyty audio), niesamowity dar do zmieniania tematu, by w odpowiednim czasie do niego wrócić, genialna gra głosem. Takich umiejętności nie da się zdobyć inaczej niż ciężką pracą.

Zauważyliście pewnie, że nie cytuję żadnego dowcipu. Rzeczywiście tak jest, ale powód podałem wam powyżej. Na papierze te żarty mogą się nie sprawdzić, gdyż ekran monitora, zalany literami może ukazać wiele, ale charyzma sceniczna na pewno nie jest jedną z nich. Dlatego polecam wam obejrzeć jego występ w całości. Po angielsku, bo z tego co wiem, nikt nie podjął się zadania przetłumaczenia go (sam bym to zrobił, ale na nadmiar czasu niestety nie narzekam). "Chłopak mojej dziewczyny" to materiał dość prosty językowo, więc naprawdę warto spróbować. W końcu to, nie tylko moim zdaniem, najlepszy stand-up special 2013 roku, który zdołał przegonić w grze o tron nawet Louisa C.K..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates