Ads 468x60px

piątek, 13 lutego 2015

Twoja mama kłamała. Nie jesteś wyjątkowy

Zajrzyjcie na facebookowy profil "Gramatyczni naziści". Policzcie znajomych. Sporo, prawda? Przypatrzcie się im. Przynajmniej kilku z nich to osoby, które popełniają więcej błędów niż Tiger Woods w swoim małżeństwie. Zwykłem powracać do tego tematu, ale tylko dlatego, że mnie niezmiennie irytuje. Skąd u nas ta miłość do bezrefleksyjnego piętnowania słabszych, głupszych, mniej doświadczonych? Skąd to przekonanie, że jesteśmy tacy wyjątkowi?

W roku 2011 szczeciński raper Łona wypuścił wybitny singel zatytułowany "To nic nie znaczy". Słyszymy w nim kilka historii, między innymi o dźwiękowej zabawce dla dzieci, która błędnie akcentuje wyrazy, roztargnionym kelnerze z wrodzoną złośliwością lub słabą pamięcią, a także - ta część interesuje mnie najbardziej - dziennikarce, która mówi płynnie, lecz niepoprawnie. W ostatniej zwrotce, puentującej wszystkie przywołane historie, Łona rzuca:

Kelner da mi czarną kawę - tak zwyczajnie! W każdym bądź razie taką mam nadzieję bynajmniej.

Oczywiście znalazła się grupa "gramatycznych nazistów", którzy grzecznie zauważyli, że BYNAJMNIEJ TO KURWA NIE PRZYNAJMNIEJ!@!!1. Znacie tych ludzi. Oni wyśmieją prosto w twarz osobę, która będzie mówić z sensem, ale pomyli się przy doborze słów, czy to z niewiedzy, czy to przez przypadek. Łonie oczywiście też się oberwało, bowiem nie wszyscy niestety dostrzegli, że w tym samym zdaniu jest również inny błąd - w każdym bądź razie. I że cała historia dziennikarki jest naszpikowana zamierzonymi lapsusami.




Jeszcze wczoraj, pod artykułem dotyczącym savoir-vivre'u, ujrzałem komentarz kobiety, która napisała coś takiego (pisownia oryginalna):

Znam to z autopsji.oprócz mamy, która bezwzględnie wpajala mi zasady dobrego wychowania, to gdy dorwałam jej Przekrój już sama czytalam cenne wskazówki Kamyczka. teraz próbuje delikanie upominać moje wnuczęta /najstarsz 12 lat/ , bo wiem jakie TO w życiu ważne jak nie najważniejsze. ubolewam,że dzisiejsza młodzież /nie wszyscy/ jest TAKA a nie INNA chociaż generalnie brak ludzi OBYTYCH!!!

Czy obycie i kultura nie powinny wymagać schludnego pisania po polsku? Niejednokrotnie czytałem na forach teksty w stylu: chuj Ci w dupę. To jest piękne. Chuj ci na imię, a także twojej mamie w usta, ale za to z szacunkiem! Ludzie uparli się, że "ci" i "tobie" musi być zawsze pisane DUŻĄ (tak, to również dopuszczalna - a czasami nawet wskazywana - forma. Chociaż internauci już poprawiali Bralczyka i Miodka) literą, chociaż logika i podstawowa wiedza mówi, że taka szczególna oznaka szacunku pojawiać się powinna głównie w oficjalnych listach, a nie na kafeterii lub facebookowym czacie w podrzędnych kłótniach.

Czemu o tym piszę, narażając się na komentarze, przekonujące o mojej hipokryzji? Ponieważ denerwuje mnie to, że ludzie zwracają uwagę na nieistotne szczegóły. Ktoś powie coś miłego, ciekawego, uprzejmego, odkrywczego - spoko. Ale jeżeli postawi przecinek w złym miejscu, to zostanie zwyzywany od idiotów. Lubię język, lubię się dokształcać, lubię też, gdy ludzie zwracają mi uwagę na popełniane przeze mnie błędy (nie wykluczam, że w tym tekście również nie uda mi się wszystkich wyeliminować). Niegdyś pewien czytelnik wytknął mi błąd pod jednym z moich artykułów na Popkillerze: napisałem w nim tudzież w znaczeniu lub, podczas gdy - jak słusznie zauważył użytkownik - to słowo jest synonimem i/oraz. Wspaniale, że to napisał, bo od tamtej pory już o tym pamiętam. Gdybym po prostu przeczytał o tym fakcie w internecie lub książce, to bym prawdopodobnie się zdziwił, a następnie zapomniał. Nie ma wstydu w niewiedzy, dopóki ma się chęć z nią walczyć i nie przeradza się w ignorancję. Poprawianie, pouczanie i doradzanie jest zawsze przeze mnie mile widziane. Problem jednak stanowią ludzie, którzy wyrabiają sobie zdanie o człowieku przez pozory, jakie stwarza (a do tych zaliczam sposób wysławiania się, maniery itp.).

Uważam, że łatwiej jest się czegoś nauczyć, niż przestać być pieprzonym dupkiem. Od zawsze miałem awersję do ludzi, którzy nabijają się z "klasowych głupków". Daleko mi do pochwały ignorancji i niewiedzy, ale myślę, że iloraz inteligencji oraz ilość przeczytanych książek nie są wyznacznikiem wartości człowieka.

To znaczy, że jeżeli zauroczy mnie "Mein Kampf", to porucham?

Z pewnością zauważyliście plagę kwejkowej gawiedzi spuszczającej się nad każdą przeczytaną książką, jakby to było nie wiadomo jak wielkie osiągnięcie. To są te same osoby, które uważają, że "szlachta nie pracuje". Z jednej strony jest to żart, niestety odnoszę wrażenie, że przynajmniej część z nich naprawdę potrzebuje potwierdzenia swojej wyjątkowości. My nie jesteśmy jak ten plebs. Słuchamy System of a Down i czytamy Harry'ego Pottera. Nie jesteście wyjątkowi. Pogadajcie z żulami spod Biedronki; idę o zakład, że wielu z nich przeczytało w życiu więcej książek od was. Ci ludzie krytykują czytelniczki "50 twarzy Greya" oraz innych "Zmierzchów", ale sami czytają Pilipiuka i Ziemiańskiego, uważając, że to praktycznie Dostojewski. Weźcie, kurwa, czytajcie i dajcie czytać innym. Nawet jeżeli to będzie "Bravo".

Jestem blogerem, wyrażam swoje opinie, recenzuję, uważam, że dyskusja na temat różnych tworów - bo nie wszystko zaraz musi być dziełem - jest bardzo ważna. Ale tylko wtedy, gdy jest w jakiś sposób rzeczowa i pozbawiona uprzedzeń. Kotożerne brudasy słuchające brzdąkania źle nastrojonych gitar narzekają na hip-hopowców. Tępe dresy o niekompletnym uzębieniu i poziomie chromosomów narzekają na słuchaczy metalu i rocka. Widzicie, ja nie mam uprzedzeń. Nienawidzę wszystkich tak samo.

Proste i trafne zarazem.
Niektórych ludzi nie interesuje faktyczna wartość. Nieważne czy mówimy o sztuce, rozrywce, czy człowieku. Ich jara otoczka. Są tacy, którzy słuchają rapu tylko dla rapbeki, dissów i memów wątpliwej jakości. Są tacy, którzy słuchają jazzu po to, by wyglądać ładnie ze szklanką whisky w jednej ręce i winylem w drugiej. Tacy, którzy czytają książki po to, by się pochwalić na facebooku, że kochają je wąchać, oświadczając przy okazji, że biorą udział w wyzwaniu "przeczytam x książek w 2015 roku". Są tacy, którymi kieruje chęć przynależenia do subkultury, potrzeba odcięcia się od "normalnych ludzi", a nie idee jakie za nią stoją. Zawsze powtarzałem - im więcej osób stara się być innymi niż wszyscy, tym więcej z nich wszystkimi się staje. Nie jesteście wyjątkowi, bo wyjątki są zawsze marginesem. Zastanawiam się, czy po prostu tak bardzo kochacie siebie samych, czy tak bardzo nienawidzicie innych. Myślę jednak, że brak wam pewności siebie, dlatego potrzebujecie nieustannego przypomnienia: są ludzie gorsi ode mnie, są ludzie gorsi ode mnie. Stąd sukces takich programów jak "Warsaw Shore" czy "Rolnik szuka żony". Potrzebujecie pewności, że wasze gówniane życie i tak jest lepsze niż tego plebsu. Tylko to nie jest plebs. Te najgłupsze jednostki, z których się tak gromko śmiejecie, to właśnie jest margines. Wy jesteście jedynie wielką, bezkształtną masą, która nie chce się z tym pogodzić, ani tym bardziej zakasać rękawów i wziąć się do pracy. Pamiętacie szkołę/studia? Najważniejsze by zdać. Bez spiny, są drugie terminy. Pan da 3. Postępujecie tak samo w życiu. Nie chcecie być najlepsi, chcecie tylko zdać. I śmiać się z tych, którym się nie powiodło.



Znam kompletnych kretynów, którzy kpią z niewiedzy ludzi w "Matura to bzdura" (swoją drogą to fajny program, chociaż stanowi pewnego rodzaju miecz obosieczny). Znam profesorów, którzy mówią w dwutysięcznym dwunastym. Wszyscy popełniamy błędy, ja również, zwłaszcza na komputerze, gdy jestem zmęczony. Wtedy potrafię walnąć takiego byka, że przeraziłby się niejeden torreador. To naturalne. Najważniejsze aby chcieć się poprawić, aby przedsięwziąć podstawowe kroki, by uniknąć co większych gaf. Hiperpoprawności nikt nie oczekuje, zatem przydałoby się nam wszystkim trochę więcej wyrozumiałości. Warto wymieniać zalety wiedzy i intelektu (bez tekstów w stylu: "Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka". To ma zachęcać do czytania czy do seksu?) i poprawiać, zamiast tępić osoby, które powiedzą coś głupiego, chociaż wcale głupie być nie muszą. Ostracyzm może je jedynie zniechęcić; nie tylko do wiedzy (skoro ludzie oczytani są bufonami, to po co czytać?), ale też do ludzi (w końcu nie wszyscy bufonami być muszą). A jeżeli ten tekst cię uraził, to na miłość boską, przebij balon swojego ego, bo za parę lat odlecisz i pękniesz.

1 komentarz:

 
Blogger Templates