Ads 468x60px

środa, 25 marca 2015

Odpieprzcie się od stand-upu!

Trzy i pół tysiąca biletów sprzedanych na jedną z imprez spod szyldu stand-upowej gali - to musi robić wrażenie. Systematycznie pojawiają się kolejne roasty, coraz popularniejsze i przygotowywane z coraz większym rozmachem. W telewizji publicznej Kacper Ruciński prowadzi segment stand-upowy zatytułowany "Tylko dla dorosłych". O programach w stylu "Comedy Central prezentuje" (wciąż liczę na reaktywację, scena dorosła do tego formatu), "HBO stand-up comedy club" czy "Stand-up. Zabij mnie śmiechem" nawet nie wspominam (w tym przypadku głównie ze względu na jakość tychże). Stand-up niby wciąż raczkuje, ale rośnie nam jak na drożdżach. Jeżeli chodzi o jego popularność, wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie poszukał dziury w całym.

Ostatnio ponarzekałem na widzów, teraz ponarzekam na komików. Widzowie - niejako wbrew temu, co ostatnio mówiłem - nie mają żadnych większych zobowiązań wobec środowiska (co nie oznacza, że powinni uważać się za zwykłych klientów, którzy płacą i wymagają). Przeraża mnie natomiast cynizm i chęć zarobienia łatwych pieniędzy, zdobycia taniej popularności. Te cechy można dostrzec u niektórych performerów, a przecież na ich barkach pewna odpowiedzialność już spoczywa.

Stand-up jest obecnie wystarczająco popularny, by móc się na nim wybić, ale jeszcze na tyle młody, że konkurencja wciąż jest stosunkowo niewielka. Z tego powodu mnożą się tutaj postacie, które z samym gatunkiem nie mają nic wspólnego, poza tym, że faktycznie stoją na scenie i opowiadają żarty. Odkryłem ostatnio komediowe "perełki" pokroju Papiny McQueen, który/a próbował/a zebrać pieniądze na stworzenie swojego stand-upowego programu za pomocą tzw. crowdfundingu, czyli prosząc o wsparcie finansowe samych odbiorców. Nie mam nic do samej idei serwisu Polak Potrafi, organizującemu takie zbiórki (inaczej ma się sprawa z osobami, które korzystają z niego w nieuczciwy sposób, wykorzystując naiwnych sympatyków), ale na miłość boską... Papina potrzebowała 6 tys. (!) złotych na program stand-upowy. Sześć tysięcy złotych. To jest żart śmieszniejszy niż cokolwiek, co ten pan w stroju stewardessy zaprezentował w swoim żenującym zwiastunie. Na co potrzebne były te pieniądze? Spójrzmy:

Zebrana kwota zostanie wydana na:

* wykonanie dwóch strojów scenicznych,
* oprawa audiowizualna,
* wynajem sali do prób,
* konsultacje wokalne i reżyserskie,
* wysłanie nagród dla wspierających projekt,
* promocja programu w mediach.

Zdjęcie promujące spektakl Stewardessa w przelocie.
Wybaczcie mi, ale nie mogę tego skomentować inaczej niż złośliwie. Większość fanów stand-upu, do jakich i ja się zaliczam, nie idzie na łatwiznę, chcąc przygotować jakiś sensowny występ. Piszemy małe, kilkuminutowe fragmenty, następnie wybieramy się na otwarte mikrofony. Bez żadnej promocji w mediach, bez żadnych "konsultacji wokalnych i reżyserskich". Sala do prób? Jest za darmo. Nazywa się "każdy klub, w którym odbywa się jakiś stand-upowy wieczór". Nigdy nie spotkałem się z odmowną odpowiedzią na pytanie, czy mógłbym rzucić dwie minuty na open-micu. Tenże klub ma jednocześnie małą, nieistotną najwyraźniej w oczach wybitnego stand-upera, jakim niewątpliwie jest Papina McQueen, zaletę - są w nim ludzie. Żywi ludzie, reagujący na to, co i jak się mówi. Nie są to znajomi ze środowiska LGBT, którzy przychodzą wspierać "swojego". Bardzo często są to obcy ludzie, którzy mają gdzieś to, kim jesteś, jak się ubierasz, jaką masz orientację seksualną i oprawę audiowizualną - chcą po prostu rozrywki. Jeżeli jesteś zabawny, śmieją się, biją brawo, chwalą cię po występie. Jeżeli nie - milczą, buczą, rzucają złośliwe komentarze - tak się rodzi stand-up. W pierdolonym bólu niepowodzeń i pisania po nocach, wysiłku poszukiwania wolnej chwili, aby móc wypróbować swoje żarty na scenie, przy publiczności. Nie do znajomych, bo oni albo będą cię chwalić, niezależnie od tego czy na to zasłużyłeś czy też nie, albo nie mają zielonego pojęcia o stand-upie i każdy ich argument może być zwyczajnie nietrafiony. Takich aspirujących komików są setki. Próbują się przebić, ale nie przez kolorowe stroje i żenujące drag queenowe występy w Dzień Dobry TVN, lecz przez wypracowany poziom żartów i obycie sceniczne. I zajmie im to parę lat, ale będą wtedy mogli z dumą nazwać się stand-uperami. Nie po to ci wszyscy ludzie tak walczą o swój progres - a tym samym progres całej sceny - by teraz w telewizjach śniadaniowych i portalach plotkarskich byli utożsamiani z osobnikami, dla których od dobrych żartów i kontaktu z ludźmi ważniejsze są stroje i oprawa wizualna. Czekam niecierpliwie na zarzut o homofobię. A ja wtedy z radością podlinkuję dowolny występ wybitnego Eddie'ego Izzarda.

Kończąc z Papiną, wymienię wam tylko kilka przykładowych bonusów, jakie można było otrzymać w zamian za wsparcie tego programu.

- Wsparcie za 20 złotych i więcej: imienne podziękowanie na facebookowym profilu Stewardessa w przelocie.
- Za 75 złotych i więcej: imienne podziękowanie na fb oraz tapeta na komputer (!) ze zdjęciem Stewardessy w przelocie.
- Za 250 złotych i więcej: imienne podziękowanie na stronie internetowej oraz fanpejdżu, podwójne zaproszenie na spektakl, 2 kubki z wizerunkiem stewardessy oraz dwie koszulki z "ręcznie malowaną, szaloną stewardessą".

Jakimś cudem Papinie udało się zebrać tylko 276 złotych. Ciekawe dlaczego, przecież zapowiadał się taki sztos...



Aldona Jankowska - kolejna perła stand-upowego świata. Mogliście ją zobaczyć w polsatowskim talent-show "Stand-up. Zabij mnie śmiechem"  oraz u Szymona Majewskiego, gdzie parodiowała znanych ludzi oraz opowiadała przaśne dowcipasy. Teraz robi klasyczne wszystko i nic. Zacytuję tutaj fragment z jej strony internetowej:

Stand - up comedy to kabaretowa forma estradowa wzorowana na brawurowych występach komików amerykańskich. Wymaga niezwykłej precyzji i sprawności aktorskiej, a z drugiej strony umiejętności improwizacji, oraz odwagi nawiązywania bezpośredniego kontaktu z widzem.

Dobrze, ten fragment możemy jakoś przełknąć, choć chciałbym się dopytać o co chodzi w stwierdzeniu: wzorowana na brawurowych występach komików amerykańskich. Mniejsza z tym, poniżej czytamy:

Na program pt.: "Jak nie ja, to kto?" składają się monologi satyryczne, piosenki kabaretowe, kuplety śpiewane wspólnie z publicznością, oraz zwariowane kostiumy i żarty muzyczne. Zgodnie z tradycją stand-up comedy artystka przywołuje na scenę galerię rożnych typów i charakterów ludzkich.

Brakuje mi tutaj cyrkowych sztuczek i gigantycznego bukkake z niepełnosprawną, siłą wyciągniętą z publiki osobą. Skoro już sami wymyślamy tradycję stand-upu, to miejmy chociaż wyobraźnię!



Zwykłem narzekać, że za stand-uperów w opinii publicznej postrzega się Czarka Pazurę, Grzegorza Halamę czy Rafała Rutkowskiego (i wciąż mnie to boli). Jednak przy Aldonie i Papinie jawią się oni niczym najwięksi zapaleńcy z Comedy Cellar. Są niczym Dave Attell przy Carrot Topie, bądź - posługując się bardziej adekwatnym porównaniem - Greg Giraldo przy Divine. Istnieją również komicy, którzy mnie nie przekonują, ale nie wątpię w szczerość ich intencji oraz fakt, że faktycznie robią stand-up - niezależnie od jego jakości (choć faktycznie są ancymony, których trudno polubić przez kabaretowy sznyt). Rozumiem, że stand-up jest nowy, atrakcyjny i pozwala dotrzeć do nowej, młodszej publiki niż inne formy komediowe. Apeluję jednak o szacunek; a jeżeli nie szanujemy pewnej formuły i tradycji gatunku, to nie szanujemy również jego fanów.

Obawiam się, że ciąg dalszy tego tekstu może kiedyś nastąpić.

2 komentarze:

 
Blogger Templates