Ads 468x60px

wtorek, 3 listopada 2015

Polski stand-up to gówno


Popularny polski youtuber, tworzący kanał pt. Z Dupy,​ wywołał niechcący dyskusję o stanie polskiego stand-upu. Niechcący, gdyż podejrzewam, że w założeniu chciał po prostu pokazać swoją światowość, a jego tyradę w jednym z filmików można streścić w słowach: "paaaanie, idź pan w chuj z tym polskim gównem. Ameryka to je ono, panie!". Częściowo ma rację, częściowo pierdoli głupoty, tak bywa często, gdy się generalizuje. Stand-uper Tomek Kołecki, postanowił odpowiedzieć na ten zarzut, nie przebierając w słowach. Ale pozwólcie, że i ja wtrącę swoje trzy grosze w tę wymianę zdań.

Głównym argumentem przeciw autorowi Z Dupy jest to, że sam sprawia wrażenie jakby miał niewielkie pojęcie o stand-upie, czego nie omieszkał mu wygarnąć Kołecki. Po pierwsze, porównywanie Polaków, którzy robią to od zaledwie kilku lat, do największych amerykańskich legend gatunku, jest trochę niepoważne. Po drugie, youtuber stwierdził, że sam robi mini-stand-up. Jeżeli stand-upem nazwiemy program internetowy, którego autor pokazuję dupę do kamery i rzuca żartami suto okraszonymi upierdliwym montażem, nie mając przed sobą publiki, to faktycznie tak jest. No, ale to nie jest stand-up, przykro mi. Obejrzyjcie zresztą fragment filmiku od 16:54.



Z drugiej strony, Maciek Dąbrowski, autor Z Dupy, ma trochę racji, ponieważ polski stand-up rzeczywiście nie jest wybitny. Parę lat temu napisałem, że w mojej opinii najlepszy polski stand-uper to takie typowe 6/10. Zdanie podtrzymuję, choć teraz może kilka osób zakwalifikowałbym do 7/10. Pamiętajmy jednak o rzeczy, którą powiedział kiedyś Antoni Syrek-Dąbrowski​ - to, co dociera do nas zza oceanu to największe talenty. Najskuteczniejsi, najlepsi, najpopularniejsi komicy. Gwiazdy światowego formatu. Tymczasem, idąc na zwykły amerykański wieczór open-mic, zauważymy, że tamtejszy poziom również pozostawia wiele do życzenia (nigdy tam nie byłem, ale wierzę Antkowi na słowo). Nie mówiąc już nawet o tym, że w Ameryce na stand-upie wychowały się pokolenia Amerykanów, którzy mają to we krwi, a tego o Polakach powiedzieć nie możemy. Wciąż jesteśmy w tym nowi i jak na tę parę lat, nasz progres w komedii jest satysfakcjonujący.

Chodzę na polski stand-up, wspieram go  i tworzę, chociaż zupełnie mi się to nie opłaca (podobnie jak większości występujących), zdarza mi się nawet autentycznie jarać klimatem wokół niego. Rozumiem generalizację Dąbrowskiego, ba, sam czasami mówię, że polskich youtuberów powinno się zakopać po pas w ziemi i patrzeć jak powoli gniją (Sto dwadzieścia dni Sodomy, anyone?). Rozumiem również dlaczego Tomek Kołecki poczuł się przywołany do tablicy.

Parę dni temu mój brat powiedział to samo. Polski stand-up to gówno. Polscy komicy są niczym w porównaniu do Amerykanów. Być może, ale nie jestem pewien, czy mój brat wymieniłby dziesięciu amerykańskich komików. Nie mówiąc już o tym, że wiem, że on na stand-up zwyczajnie nie chodzi, a ocenia go wyłącznie po paru youtube'owych klipach, co jest bezsensowne. Po pierwsze dlatego, że do internetu daje się zazwyczaj nieco starsze sety, tak, by móc widzów zaskoczyć czymś na żywo. Po drugie, w Polsce nikt nie potrafi montować stand-upu. Tylko dla dorosłych? Mam ogromny szacunek do Kacpra Rucińskiego, że wprowadza stand-up na salony (choć to raczej przedsionek, w którym cuchnie starymi kaloszami) i promuje go. To piękna i szlachetn rzecz. Podobnie ma się sprawa z monologami w programie Kuby Wojewódzkiego. Ale jest milion czynników (akustyka, klimat studia, pora nagrania i emisji, montaż, nagłośnienie, cenzura), które mogą pomóc lub przeszkodzić w tym, by dobry żart bawił również przez ekran telewizora. Inna sprawa, że rzeczywiście nie wszyscy komicy stają na wysokości zadania, a z pustego i Salomon nie naleje, więc żaden montaż ani make-up tutaj nie pomoże. Chodzi mi tylko o to, by zrozumieć, że naturalnym środowiskiem dla komedii na stojaka nie jest youtube, lecz scena. Trochę mi smutno, że czuję się zmuszony do wyjaśniania tego.

To prawda, że argument "krytykujesz? To sam zrób to lepiej" jest kretyński, niemniej do Dąbrowskiego można go zastosować, skoro on sam uznał, że robi mini-stand-up. Piszę to bez złośliwości - zapraszam na open-mic. Ale anonimowo. Niech Maciej wyjdzie do obcej publiki, która nie zna go z internetu i nie będzie mu robiła hałasu za sam fakt, że go widzi. I niech Dąbrowski się sprawdzi. I powtórzę jeszcze raz - piszę to bez złośliwości, bo typa nie znam, kanału jego nie oglądam, bo mnie zwyczajnie nie bawi  (mówiłem wam, co sądzę o polskim youtube'ie), ale życzę mu jak najlepiej. Bo jestem dobrym człowiekiem, a te martwe dziwki w mojej wannie to prowokacja. 

Tomek Kołecki powinien wyluzować, chociaż - jak już wspomniałem - rozumiem jego emocje. Poświęcenie ogromnej ilości czasu, nieprawdopodobny stres, psie pieniądze i zamiast konstruktywnego komentarza - zaoferowanie wielkiego, różowego dildo oraz nieśmiertelny argument na nie, z cyklu "chujowe, bo to nie Carlin". Dość zniechęcające, nieprawdaż?

Ale fakty pozostają faktami. Jesteśmy gorsi, gorsi będziemy. Należy tylko nad tym pracować i nie oczekiwać głaskania po kutasach, które w stand-upowym środowisku jest dość powszechne (ja także nie jestem bez winy, mógłbym czasami na blogu pojechać trochę ostrzej po branży). Czasami dostanie się po uszach, naturalna kolej rzeczy. Nawet jeżeli argumenty są z dupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates