Ads 468x60px

środa, 17 lutego 2016

A jednak da się - recenzja filmu "Planeta singli"

Dodaj napis
Zapowiedziom kolejnego filmu Mitji Okorna towarzyszyły głównie głosy oburzonych przeciwników Tomasza Karolaka. Wszyscy zdołali już się wypowiedzieć na temat Planety singli bez obejrzenia choćby zwiastuna (nieźle skonstruowanego, choć mocno spłycającego wydźwięk filmu). Wszystkim cynikom z prawdziwą rozkoszą pragnę zakomunikować, że to naprawdę porządne filmidło. Jeżeli wasza druga połówka chce pójść z wami do kina, a lubi przesłodzone komedie romantyczne - będzie to całkowicie bezbolesny wybór.

To najlepsza polska komedia romantyczna od lat, choć przymiotnik "polska" występuje tutaj odrobinę na wyrost. Reżyser oraz część scenarzystów nawet nie są Polakami, i to niestety (a jednocześnie na szczęście) widać. Planeta singli to świetnie zrealizowana komedia według zachodnich wzorców. Klisze są, niektóre z nich nawet paskudne (szykujesz się do ważnego występu i zależy ci na tym, by Ważna Osoba przyszła cię wesprzeć? Poczekaj no tylko do finału), ale spełniają swoje zadanie. Bawią, wzruszają, angażują. A wszystko w sposób zamierzony.

W skrócie - śledzimy historię Ani (przeurocza Więdłocha), młodej, ułożonej i nieco sztywnej nauczycielki muzyki w szkole podstawowej. Umawia się ona na randkę w ciemno poprzez aplikację Tindero-podobną (wszelkie materiały promocyjne uwypuklają ten fakt, a szkoda, bo tytułowa apka jest jedynie narzędziem fabularnym, a nie celem samym w sobie), przychodzi do knajpy na ustaloną godzinę i - olaboga! - zostaje wystawiona do wiatru. Kompromitującą sytuację zauważa przypadkiem Tomek (świetny Stuhr), gospodarz kontrowersyjnego talk-show (wzorowanego mniej na show Kuby Wojewódzkiego, a bardziej na tym Conana, czy Jimmy'ego Kimmela). Dosiada się do niej, próbując ją poderwać, ale Ania nie jest "jedną z tych". Ona marzy o rycerzu na białym rumaku, i po krótkiej pogadance, zakończonej obowiązkową kłótnią w miejscu publicznym, tworzy w swoim programie skecz, w którym wyśmiewa Hanię - sztywną, zdesperowaną lalkę, niebezpiecznie podobną do głównej bohaterki. 

Oprócz tego mamy jeszcze kilka wątków drugoplanowych i przyznam, że przy takiej ilości scenarzystów, pomysłów i motywów, fakt, że całość jest spójna, naprawdę imponuje. Niektóre wątki są zamknięte lepiej (wątek Ani i Tomka), inne trochę pokracznie (wątek Ani oraz faceta, który ją wystawił na pierwszej randce), ale po drodze przynoszą pokaźną ilość zwrotów akcji i nie będę kłamał - znalazły one we mnie podatny grunt. Ciekawym zabiegiem jest dość szybkie rozwiązywanie zagadek fabularnych, w celu natychmiastowego zastąpienia ich kolejnymi. Nikt nie traktuje tutaj widza jak idioty, robiąc pod koniec filmu oczywisty big reveal. Zgrabne rozwiązanie, dzięki któremu trudno nazwać film przewidywalnym, pomimo sztywnych ram gatunku, których trzyma się jak rzep psiego ogona.

Co do warstwy komediowej. Humor sytuacyjny jest tutaj całkiem udany: Stuhr oraz Więdłocha dobrze czują tempo komedii, potrafią błyskotliwie wymieniać dialogi, a chemia między nimi sprawia, że potrafią rozbawić samym gestem, energią, wymianą spojrzeń. To pierwszy polski film od lat, na którym naprawdę się zaśmiałem na głos. Pojawiły się tu nawet ostrzejsze żarty, co mnie miło zaskoczyło. Nie wszystkie są zbyt udane, ale da się to usprawiedliwić tym, że pojawiają się przede wszystkim w talk-show Tomka, które z założenia ukazane jest jako wulgarne i nie do końca śmieszne.

Stawianie tego filmu obok typowej polskiej komedii romantycznej to nie tylko snobizm, ale też zwykła ignorancja. Oczywiście, nie próbuję wmówić, że ten film spodoba się każdemu, ponieważ nie każdy strawi taką dawkę cukru, jaka się pojawia w tego typu produkcjach. Dobrze by było jednak rozróżnić film, który sprawnie realizuje swoje rozrywkowe założenia, od takiego, który na tym polu zwyczajnie zawodzi. Tak jak zrecenzowana przeze mnie ostatnio   Słaba płeć?.

2 komentarze:

  1. Humor sytuacyjny jest najlepszy, sama chciałam opowiedziec jakaś scenę kolezance, ale nie moglam tego humoru przytoczyc zeby nie zepsuc historii :) kazlam jej więc iść do kina zeby przekonała się sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z tym, że poziom tego filmu jest znacząco wyższy niż innych tego typu produkcji!

    OdpowiedzUsuń

 
Blogger Templates