Ads 468x60px

sobota, 2 kwietnia 2016

Witajcie w cyrku. Steve-O "Guilty As Charged" - recenzja

Steve-O, prawdopodobnie najbardziej szalony koleś z ekipy Jackass, już od kilku lat odgrażał się, że zacznie robić stand-up. Potraktowałem tę informację z przymrużeniem oka, ale jakiś czas później pojawił się on na słynnym roaście Charlie'ego Sheena, gdzie zaprezentował się zresztą nienajgorzej. Szybko uznałem, że - tak jak większość celebrytów - po prostu poprawnie wyrecytował to, co mu napisano. Tymczasem natknąłem się na jakiś wywiad, w którym Steve-O przyznał, że napisał swój set sam. Ba, opowiedział nawet jakiś bonusowy żart, który ostatecznie nie poszedł w Comedy Central. Niemniej wydawało mi się, że to tyle jeżeli chodzi o jego przygodę ze stand-upem.

Lecz po jakimś czasie, bum! Koleś wyskakuje ze specialem i to nie byle gdzie, bo w Showtime - stacji, która być może nie jest znana ze stand-upu, ale już z tego, że nie boi się kontrowersji, jak najbardziej.
.
Przyznaję, że zaciekawił mnie początek "Guilty As Charged", który profilaktycznie wyłożył takim niedowiarkom jak ja, że Steve-O nie nagrał tego materiału ot tak, lecz sumiennie wypracowywał go na scenie od kilku lat. Komik (bo jak inaczej go nazwać?), po trochę zbyt długim wstępie, rozpoczyna zgrabnym one-linerem: I fucking love blowjobs, man... Does anybody want one? Czyli, myślę sobie, będzie okej?

Nie. Jest słabo. Tak jak można było się spodziewać.

Jeżeli nie spodobał wam się zacytowany wyżej żarcik, to nawet nie próbujcie oglądać całego występu, bowiem to jeden z niewielu momentów, na których się szczerze uśmiechnąłem.

Całe wydarzenie i reakcje publiczności można opisać w dość prosty sposób - mało śmiechu, wiele hałasu (również o nic). Okrzyki "Wooo!" i "yeah!" są tutaj wszechobecne i deklasują rozbawienie. Przypomina to trochę to, co prezentuje Kathy Griffin podczas swoich specjałów. I tak jak w jej przypadku widownia przychodzi dla plotek i gorących backstage'owych historii ze świata celebrytów (do którego przeciętny widz nie wstępu, a przecież chciałby poczuć się przez chwilę jak osoba wtajemniczona), tak Steve-O jest cyrkową małpką, czy też gimnazjalnym kolegą, który zje dżdżownicę w zamian za dwa złote i bycie w centrum uwagi przez całą długą przerwę. Ludzie chcą patrzeć jak się wydurnia, jak robi sobie krzywdę. O ile uważam się za umiarkowanego entuzjastę głupkowatej serii "Jackass", tak zasmucił mnie moment, w którym Steve wyciska sobie cytrynę do oczu, a następnie jakiś mięśniak rodem z UFC poddusza go do nieprzytomności. A wszystko ku uciesze gawiedzi.

Steve-o być może ma jakąś tam charyzmę, ale nie ma większej błyskotliwości, którą mógłby się pochwalić choćby jego kompan, Johnny Knoxville. Steve'owi brakuje tym bardziej dobrego materiału; jedyne co sprawia, że "Guilty As Charged" możemy obejrzeć w całości, to po prostu ciekawość. Nikogo nie interesują jego żarty, poglądy, ani - broń Boże! - przemyślenia. Wszyscy chcą się jedynie dowiedzieć, co on takiego jeszcze odwalił w przeszłości, czego nie pokazano w telewizji. Szczególnie, że nie można odmówić mu imponujących (na pewien chory sposób) historii, które zdają się być samograjami, ale niestety - jak widać na przykładzie tego występu - nimi nie są.


Czy jest coś, co zapada pozytywnie w pamięć? Częściowo tak. Po pierwsze, znajdziemy tu kilka przyzwoitych żartów (policzymy je na palcach jednej ręki. Dwóch, jeżeli będziemy hojni, a dłonie będą należały do nieuważnego drwala). Po drugie, uwagę moją przykuł moment, gdy Steve-O sam nazywa siebie "atencyjną dziwką". Sprawia to wrażenie najbardziej szczerych (mówię to bez ironii) słów, jakie padły podczas tego wieczoru. Szkoda, że to był raczej wypadek przy pracy niż świadoma próba zaprezentowania czegoś bardziej intymnego niż historii o piciu piwa z własnego odbytu. Bo Steve-O wyraźnie myli bezwstydność ze szczerością, a tutaj przez przypadek udało mu się półgębkiem zarysować ciekawy problem, którego niestety nie rozwinął.

Na podstawie jego życia mógłby powstać naprawdę ciekawy dokument o smutnym człowieku, który zrobi wszystko dla poklasku i chwili uwagi. Warunkiem jest to, by Steve-O nie miał z nim nic wspólnego od strony kreatywnej. Mimo że ma chęci i nie odmawiam mu również pasji, to najzwyczajniej w świecie brak mu umiejętności i "tego czegoś".

OCENA: 3/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates