Ads 468x60px

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Ludzi denerwuje, gdy ktoś jest śmieszny" - wywiad z Bartoszem Zalewskim


Ten wywiad to była dla mnie czysta przyjemność. Nigdy nie ukrywałem, że Bartek Zalewski jest jednym z moich komediowych ulubieńców. Jak nikt inny potrafi podczas rozmowy zaskakiwać, sięgając po absurdalne porównania i komiczne zbitki słowne, wygłaszając to wszystko tonem tak naturalnym i niewymuszonym, jakby właśnie oznajmiał przechodniowi, która godzina. Świeży nabytek grupy Stand-up Polska od niedawna krąży po kraju wraz z najnowszym materiałem, pt. "Pełna alienacja". Jeżeli macie okazję zobaczyć go w swoim mieście - zróbcie to koniecznie. Zajrzyjcie też na jego stronę JAJEBE, gdzie Bartek "pisze zabawnie o rzeczach". Ale póki co, przeczytajcie długą, nieprzewidywalną rozmowę.


Zastanawiam się jakie jest najbardziej kasztańskie pytanie, którego nie chciałbyś usłyszeć. Tak żebym mógł ci je teraz zadać i odnaleźć w nim krztynę sensu.

Klasyką są pytania o to, skąd biorą się pomysły, chociaż sam uważam, że są interesujące. Natomiast najbardziej lubię pytanie: „Czy lubisz żartować w życiu na co dzień, czy to tylko tak na scenie?”. Otóż bardzo nie lubię, nienawidzę wręcz. Śmiech wzbudza we mnie gniew. Gdy widzę śmiejących się ludzi, myślę o tym jak łatwo jest dosypywać cyjanowodoru do zbiorników wodnych. To jest dziwne, nie? Że ktoś uważa, że jeżeli robisz coś na co dzień, to tego nie lubisz.

Ale wiesz skąd to się bierze. Jest ten stereotyp - może poniekąd prawdziwy - smutnego komika. Chociaż myślę, że to wyolbrzymiony problemem, ponieważ prawdopodobnie większość artystów ma podobnie.

Weź bądź górnikiem i miej, kurwa, depresję. To jest głupie, ale niektórzy powielają ten punkt widzenia, po raz kolejny wywlekając trupa Robina Williamsa. Jakby mało ten trup już przeżył. Oczywiście mnie też nic nie cieszy, ale nie wyciągajmy pochopnych wniosków.

My jesteśmy socjopatami, więc trudno żeby nas cokolwiek cieszyło. Oprócz ludzkiego cierpienia.

Ja nie jestem w stanie rozróżnić łez szczęścia od łez rozpaczy. Dla mnie to jest to samo (śmiech).

Do tej pory nie wiesz czy przy narodzinach to była radość, że przyszedłeś na świat, czy już po prostu miałeś dość?

Byłem wkurwiony, że było za zimno.

Kto mnie klepnął w dupę?!

Hej, też mieliście tak, że ktoś wam za ciasno zapiął opaskę na nadgarstku? Czy mieliście tak, że wyrzucili was do niesegregowanych śmieci?

Humor obserwacyjny od urodzenia. Byłem ostatnio u dentysty...

...he, he, dobra beka, bo nie mam zębów. Ogólnie nie jestem fanem tego przekonania, że wszystko musi mieć zawsze głębsze przesłanie. Na pierwszym miejscu trzeba, kurwa, żarty opowiadać. Później oczywiście jest ta nadbudowa, ale jak nas uczył Marx...

(śmiech) chyba ciebie.

No mnie dużo nauczył. Jak jeździć na rowerze, jak puszczać kaczki...

...jak wyzyskiwać klasę robotniczą.

...tak, bo to właśnie Marx zrobił, nie ci drudzy.

Są dwie grupy: Marx i „ci drudzy”. Sorry, że od razu sugeruję odpowiedź w pytaniu, ale być może to jest tak, że komicy po prostu bardziej kontrastują od "zwykłych" artystów - wzbudzają śmiech, a jednocześnie mogą być smutni. Wydaje mi się, że jednak więcej piosenkarzy czy też malarzy popełniło samobójstwo.

No na pewno. A najwięcej to rolników w Indiach, przyduszonych mikrokredytami. Ale nikt nie mówi: O Boże, stereotyp smutnego klauna indyjskiego rolnika!, bo to nie ma sensu. To przywilej białasów, że zawsze mogą sobie ponarzekać.

Może też jakaś świadomość? Artysta zazwyczaj jest bardziej wrażliwy niż przeciętny człowiek.

Nie lubię określenia "artysta". Nie dokładałbym tutaj nie wiadomo jak wielkiej głębi.

Mówię „artysta” w najprostszym znaczeniu. To nie jest zwykła praca, jeśli jesteś twórcą.

No tak. Ta praca obejmuje pewną obserwację i filtrację rzeczywistości, przy jednoczesnym dodawaniu czegoś od siebie. Ale stanowi to może 1% dzieła komediowego. Powiem tak – 49% to jest szczęście, 50% to rzemiosło i 1% to artyzm. Jeżeli ktoś by powiedział jak znany brzuchomówca: nie szanują woli artysty... Człowieku, ty przecież, kurwa, stoisz i udajesz, że kukła mówi zamiast ciebie.

To tak w nawiązaniu do niedoszłych samobójców.

No właśnie. Ale nie tyle niedoszłych co niedoczekanych. Ale to już bez personaliów.

Oczywiście. Głównie dlatego, że nie pamiętam imienia i nazwiska.

(śmiech) Swoją drogą, dalej mnie dziwi, że ktoś chce się śmiać z czegokolwiek.

I jeszcze za to zapłacić.

To już w ogóle.

Przecież na imieninach wujek opowie taki sam żart, może nawet lepiej.

Bardzo prawdopodobne. Wszyscy są nagrzani i każdy się zna na wszystkim najlepiej. Ostatnio patrzę socjopatycznie na to jak i z czego ludzie się śmieją. Zauważyłem, że w grupie kilku osób nie ma tak wielu wybuchów spazmatycznego śmiechu spowodowanych żartem jednej z nich. Śmieje się zazwyczaj ten, kto to powiedział i może jeszcze jedna osoba, która rozumie o czym on mówi. Tutaj rzeczywiście najważniejszą zdolnością jest to, żeby znaleźć coś, co jest wypośrodkowane w akcesie, co zresztą wcale nie pomaga tej części artystycznej. Przecież nie chcesz równać do dołu. Z jednej strony chcesz zadowolić jak najwięcej osób, a z drugiej nie chcesz wpaść w pułapkę kasztańskości.

Skoro przy tym jesteśmy. W Ameryce to już podobno jest backstage'owy klasyk, że przychodzi ktoś po występie do komika i mówi: Słuchaj ja też mógłbym to robić. Jak chcesz, to możesz użyć mojego żartu. Miałeś takie sytuacje?

Miałem i bardzo je lubię. Cztery lata temu na wybrzeżu miałem występ, który – nie chwaląc się – wyszedł zajebiście. Nagle podchodzi do mnie jeden koleś mówi: Słuchaj, mam dla ciebie dwie rady. Po pierwsze – czy ty jesteś w internecie? Odpowiadam, że owszem, mamy jakąś stronkę. On na to: załóż stronkę, która będzie się nazywać "Wyłącznie polskie dupeczki". I tam będą wyłącznie polskie dupeczki.  Zobaczysz, ludzie to będą lajkować jak pojebani, ja znam ludzi. Poczekaj trochę i po roku zmień tę stronę na swoją. Wiesz ilu będziesz miał fanów? Tylko dlaczego sądził, że chciałbym aby cechą wspólną moich fanów było to, że lubią wyłącznie polskie dupczeki? Potem była druga rada: Słuchaj, bo ty tak wychodzisz i mówisz - i to nawet śmieszne jest. Ale jakbyś tak wychodził i miał śmieszną czapkę.

O nie...

Chodziło mu o to, że ludzie będą wiedzieli, że mają się śmiać, bo miałbym śmieszną czapkę.

Ile lat miał ten koleś?

Ponad trzydzieści. Może był po prostu wkurwiony, że byłem zabawny? Ludzi denerwuje, gdy ktoś jest śmieszny.

Są zazdrośni, bo oni w gronie znajomych też uchodzą za tych zabawnych. Różnica jest taka, że powiedzenie czegoś śmiesznego w rozmowie, to coś zupełnie innego niż bycie zabawnym na scenie. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że podczas konwersacji tylko się puentuje, więc ponad połowę roboty ma się już z głowy. Za to pisząc żart, musisz wymyślić go od zera - to jest znacznie trudniejsze. To trochę tak jak wymyślić nowy kolor.

To tak, jakby ktoś zrobił ci rower, a ty byś dołożył dzwonek i mówił: „Patrz, jaki zajebisty rower zrobiłem”. A tak naprawdę jesteś tylko jego krzykliwą częścią... Bardzo dobra analogia rowerowa (śmiech). Miałem jeszcze dwie sprośne, ale z nich zrezygnowałem.

Masz bardzo wszechstronną wiedzę i zainteresowania, co bezpośrednio się wiąże z współprowadzonym przez ciebie programem "Matura to bzdura". Pamiętam jak parę lat temu rozmawialiśmy po jakimś występie i spektrum tematów, które poruszaliśmy zaczynało się od wrocławskiego rapu, co jest zrozumiałe, bo stamtąd jesteś, a kończyło się na ludziach-jaszczurach.

Tak. A wbrew pozorom to są tematy bardzo połączone (śmiech). Wiesz co, ten program jest bardzo prostym formatem. Robiłem kiedyś sondy dla radia, więc to nie była dla mnie nowość. W każdym razie jest to bardzo dobry trening crowd worku na dwóch osobach. Muszę rozmawiać z nimi tak, by poczuły się swobodnie. Poza tym pamiętaj, że jak występujesz, twoją przewagą jest scena, reflektory, nagłośnienie. Przez to widzowie czują się bezpieczniej, bo są odgrodzeni od wykonawcy. W "Maturze" tego nie ma. Jest tylko mikrofon, który jeszcze bardziej stresuje rozmówców, gdy się go im podstawia. 

Przyznam, że mam pewien problem z tym programem. Choćby pod kątem stresu, jaki on generuje u przepytywanych. „Matura to bzdura” jest rozpoznawalna, ludzie wiedzą kim jesteście, to jest onieśmielające. Łatwo walnąć głupotę przez tremę i presję.

Stres jest gigantyczny i my na niego liczymy, bo chcemy mieć złe odpowiedzi.

Niemoralne skurwysyny.

Nie ma sensu udawać, że chodzi o wychwycenie najbystrzejszych osób. Najbardziej interesujące są najdziwniejsze, najbardziej odbiegające od prawdy wersje tego, co tłoczył nam do głowy system edukacji. Dlatego też szukamy głównie osób studiujących albo od razu po szkole. Bo wtedy jeszcze powinieneś coś pamiętać, mimo wszystko. Teoretycznie dzięki właśnie tej wiedzy przeszedłeś na dalszy etap edukacji. A jeżeli nie jesteś w stanie przywołać podstaw, to nie jest dobrze. Mimo stresu, bo przecież nie pytamy o rzeczy skomplikowane.

Natomiast jestem fanem każdego, kto się zgodził na przepytanie. Bo rzeczywiście to jest stresująca sprawa. U nas niestety jest ta tendencja, że ludzie się jarają, myśląc: o kurwa, pokażą mnie!. Czasami warto się zastanowić nad tym, czy chcesz się pokazać. Lubię za to osoby, które kombinują, wymyślają swoją wersję, starają się. Wiadomo, że czasami wędrują w jakieś straszne miejsce, ale warto próbować. Aby tylko nie cieszyć się z własnej ignorancji, bo to jest błąd. Natomiast dziką satysfakcję sprawia mi człowiek, który ma wytatuowany napis "Powstanie Warszawskie", a nie jest w stanie powiedzieć ile ono trwało.



Łącząc temat "Matury" i komedii - zauważyłem taką prawidłowość, że czasami widać, że ludzie ewidentnie robią sobie jaja i rzucają żartobliwe odpowiedzi, bo nie znają poprawnych. Czasami jest to śmieszne, czasami nie, ale przeraża mnie to, jak reagują na to widzowie. Nikt nie podejrzewa, że ktoś może sobie żartować, natychmiast pojawiają się wyzwiska i bluzgi.

Największym osiągnięciem szatana są dwie rzeczy: udało mu się przekonać ludzi do tego, że nie istnieje oraz, że można wypisywać komentarze na youtube'ie. Nie powinno się tego robić. Oprócz jaki to utwór w drugiej minucie, bo to jedyny akceptowalny komentarz.

Nie jestem wielkim fanem współczesności, w której panuje przekonanie, że ekspresja jest najważniejsza, że muszę coś powiedzieć. Oczywiście to strzelanie w stopę z mojej strony, ale też nie uważam, że mówię coś ważnego, więc spokojnie można to olać.

Mówił o tym m.in. Bo Burnham w swoim ostatnim programie.

No właśnie. A już największym tego przykładem jest to, że ludzie nie widzą, że rzeczywistość jest trochę bardziej złożona niż tu i teraz, a jednak mają swoje forum wypowiedzi. 

Ludzie nie wstydzą się pisać okropnych, rasistowskich komentarzy bez najmniejszej żenady.

Można narzekać, że w Polsce są sami rasiści - choć są (śmiech) - ale zastanówmy się, z czego to wynika? Niestety bardzo lubimy się wyzywać. To sprawia nam satysfakcję. Zawsze myślałem, że obrażanie sprowadza się do wyzywania, ale jednak myślę, że warto czasami człowieka nie tyle zwyzywać, co obrazić.

Znaleźć czuły punkt.

Tak. Po prostu coś, co boli. I to nie musi być wcale wulgarne. Bo naprawdę nie trzeba wypowiadać się na każdy temat.  

Zrobiłeś nowy program.

"Pełna alienacja".

Jak mógłbyś opisać styl komedii jaki w nim uprawiasz? Pod względem treści, struktury...

Treści tam nie ma. To są historie. Mam kilka bitów, które rozpisuję sobie na kartce, a następnie staram się stworzyć z nich klasyczny, trzyaktowy program. Dłuższe historie przeplatam krótszymi dowcipami, i czasem wychodzi ten motyw przewodni. Tutaj wyszedł on sam z siebie, gdyż przez ostatnie półtora roku mieszkałem sam w Warszawie i prawie zwariowałem. 

Wcześniej moje historie były raczej okraszone „lekkim flavorem wrocławskim”, opowiadałem po prostu o tym, co się działo. Teraz mój program ma taki posmak, że po śmiechu jest pewne przełamanie. Jakaś myśl, że nie jest dobrze. Natomiast nie wierzę w pisanie pod z góry ustaloną tezę. Muszę mieć otrzaskany materiał, kawałek po kawałku. Myślę, że "Alienacja" będzie naprawdę ukończona gdzieś w listopadzie. Gdy będę miał pewność, że to jest jej najlepsza wersja, to się z nią pożegnam bez żalu.

Na koniec pytanie oczywiste, ale zawsze mnie interesuje - jakie jest twoje TOP 3 najlepszych komików.

Proste. Bill Burr, bo jest najlepszy technicznie. Ktoś dobrze określił jego speciale słowami: śmieję się, choć się z nim nie zgadzam. Jeżeli jesteś w stanie przyjąć czyjś punkt widzenia, pomimo tego, że się z nim nie zgadzasz, to jest to dobra podstawa do dyskusji. 

Stewart Lee, jestem jego wielkim fanem. On już przekroczył próg komedii. Jest po drugiej stronie horyzontu zdarzeń.

Mnie boli, że w Polsce nie jeszcze ma popytu na meta-żarty. Ludzie nie zdają sobie sprawy...

…że może być coś więcej niż na powierzchni. To prawda. Ale wraz z Sebastianem Rejentem zaczęliśmy prowadzić coś, co się nazywa "Resortem antykomedii". Bierzemy tam pod lupę różne tropy w komedii polskiej i bawimy się tym. 

No i jest jeszcze trzeci stand-uper - Norm Macdonald. To jest najlepszy komik jaki żyje. On potrafi zmusić człowieka do śmiechu i zawsze kończy żarty swoim patentowym, niepodrabialnym uśmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates