Ads 468x60px

poniedziałek, 7 listopada 2016

Taka niezbyt udana. Jacek Noch, Karolina Piotrowska "Taki trochę chory" - recenzja

Stand-upową twórczość Jacka Nocha, komika cierpiącego na stwardnienie rozsiane, znam wyłącznie z pojedynczych występów udostępnionych w Internecie. Skłamałbym mówiąc, że jestem wielkim fanem, niemniej też nigdy nie wypowiadałem się szerzej na jego temat zgodnie z zasadą "nie widziałeś na żywo, nie widziałeś wcale".

Pomysł na książkę autobiograficzną świeżo upieczonego (debiut sceniczny w 2015 roku) stand-upera jest być może zastanawiający, aczkolwiek nie szalony. W końcu ludzie cenią takie publikacje, a temat romansu komedii z cierpieniem jest naturalnie frapujący. Pytanie, czy Jacek Noch, wespół z przyjaciółką Karoliną Piórkowską, byli w stanie napisać coś, z czym czytelnik będzie mógł się utożsamić, albo co skłoni go do refleksji po odłożeniu książki na półkę?

Sięgnąwszy po "Takiego trochę chorego" nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań - i słusznie. Zakończenie lektury pozostawiło mnie z frustrującym pytaniem: dla kogo tak naprawdę jest ta pozycja?

Dla fanów stand-upu? Nie.

Podczas lektury odniosłem dość nieprzyjemne wrażenie, że stand-up nie gra żadnej istotnej roli w życiu Nocha. Coś tam o nim wspomina, że mu pomaga w zmaganiach z chorobą, niemniej liczyłem na wgląd do umysłu fana komedii. Tutaj odczułem, że stand-up to bardziej przypadek niż faktyczny wynik fascynacji, a równie dobrze mogłyby zastąpić go inne  zajęcia, takie jak pszczelarstwo, śpiewanie czy też poezja - a wszystko to bez większego zaangażowania. 

Dla osób zmagających się z problemami zdrowotnymi? Wątpię.

Znam tylko (lub aż) jedną osobę cierpiącą na stwardnienie rozsiane i ciężko mi uznać, by ta lektura była dla niej uskrzydlająca (chociaż oczywiście musiałbym się tego dowiedzieć bezpośrednio od niej). To, co można wynieść z tej książki, to głównie uwagi, że będąc chorym, jesteś uzależniony od przyjaciół/rodziny i nie możesz funkcjonować samodzielnie. Natomiast jeżeli odnajdziesz w sobie pasję, to właściwie niewiele ona zmieni.

Dla osób lubiących motywujące historie? Niezbyt.

Chyba lepiej po prostu odpalić youtube'a i wpisać w wyszukiwarce słowo motivation, gdyż lektura - nie dość że niedbale napisana - nie należy do podnoszących na duchu. W opisywanej książce nie znalazłem nic sugerującego, że możesz pokonać przeciwności losu przy odrobinie wysiłku. Z drugiej strony nie przeszkadza mi to, bo tego nie szukałem.

Dla fanów dobrej literatury? Zupełnie nie.

To pozycja napisana infantylnie i po prostu słabo warsztatowo. Szkoda, bo sam życiorys Jacka Nocha jest interesujący (co nie znaczy, że godny pozazdroszczenia). Na uwagę szczególnie zasługują fragmenty, w których Jacek opowiada o swoim nieudanym małżeństwie. Tutaj dostrzegamy najwięcej goryczy i ludzkich emocji autora i szkoda, że reszta stron jest zasypana truizmami. Trudno czytelnikowi wczuć się w tę historię, gdy wszystko jest napisane banalnym, nieciekawym językiem. Z fragmentów traktujących o trudnościach Jacka z samodzielnym poruszaniem się można by stworzyć morderczą grę pijacką. Nie chcę popadać w cynizm, ale naprawdę nie trzeba przypominać tego co kilka zdań - trochę zaufania wobec czytelnika. 

Trudno mi powiedzieć do czego sprowadzała się rola Karoliny Piórkowskiej podczas tworzenia tej książki. Czy tylko do transkrypcji i dopisania rozdziału od siebie, czy też miała rzeczywisty wpływ na ostateczny kształt książki? To bez znaczenia, bo zarówno jej "gościnny fragment" jak i ten autorstwa Mariusza Kałamagi nie wybijają się na tle całości.



Wszystko bardziej przypomina wymianę wiadomości na facebooku lub bloga osobistego niż książkę, za którą ktoś ma zapłacić. I tu dostrzegam największy problem. Ta pozycja wygląda jakby została napisana na kolanie. Trudno połapać się we wszechobecnym chaosie, gdyż rozdziały nie są sensownie poukładane ani tematycznie, ani chronologicznie. Dość powiedzieć, że rozdział z podziękowaniami, który zazwyczaj traktuje się jako bonus do lektury i znajduje się na początku lub końcu książki, tutaj pojawia się w przedostatnim rozdziale. Pomimo tego, że książka liczy ponad dwieście stron, to znajdziemy w niej materiał na maksymalnie pięćdziesiąt. Nie tylko ze względu na powtórzenia, ale również na dużą czcionkę oraz gigantyczną jak na drukarskie standardy interlinię. Miałem podejrzenie, że może to ukłon w stronę Jacka i osób cierpiących na SM, które mają problemy z czytaniem, co byłoby w pewien sposób zrozumiałe. Tymczasem sam bohater książki przyznaje, że jego oczopląs tak bardzo utrudnia mu lekturę, że również w tej kwestii potrzebuje pomocy. Co za tym idzie - mamy tu sztucznie napompowaną treść, która powinna zamknąć się na maksymalnie kilkudziesięciu stronach, i pewnie powstałby z tego naprawdę ciekawy artykuł w gazecie. Natomiast "Taki trochę chory" to książka, którą czyta się szybko, ale bez większej przyjemności i refleksji, co w mojej opinii jest cechą dyskwalifikującą.

Mało uniwersalna natura tej opowieści oraz brak literackiego sznytu sprawiają, że to raczej ciekawostka w sam raz do telewizji śniadaniowej, aniżeli tytuł, z którego faktycznie coś wyniesiemy. Cóż, Skafander i motyl to niestety nie jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates